wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Dzień Ziemi. Rozprawiamy się z mitami ekologów [WIDEO]

Dzień Ziemi. Rozprawiamy się z mitami ekologów

Fot. Piotr Dawidowicz, arch. pryw.

aktualizacja 22.04.2012 13:03

Elektrownie atomowe, globalne ocieplenie, GMO, czyli żywność modyfikowana genetycznie - czym jeszcze straszą nas ekolodzy? W Światowy Dzień Ziemi z podobnymi straszakami rozprawia się prof. dr hab. Piotr Dawidowicz z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego:

Money.pl: Człowiek powinien zniknąć z powierzchni Ziemi, żeby ekolodzy byli zadowoleni? Po co budują tak katastroficzną wizję świata?



Prof. dr hab. Piotr Dawidowicz z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego:
Z potrzeby straszenia i bycia straszonym. To tak jak z horrorami. Ludzie lubią chodzić na nie do kina, chociaż to wydaje się dosyć paradoksalne. Przecież doznania na widok zombie wcale nie są przyjemne! Podejrzewam, że wszystkie organizacje, straszące nas czym popadnie, żerują na tym mechanizmie mniej lub bardziej świadomie.

A więc to wszystko bzdury? Nic się złego ze środowiskiem nie dzieje?


Na zdj. nieoficjalna flaga Dnia Ziemi,
autorstwa Johna McConnela
fot. Snowyowls/PD/wikimedia
Nie, to nie tak. Środowisko rzeczywiście jest zagrożone i jest masa argumentów za tym, żeby je chronić. Ale to są argumenty natury etycznej, estetycznej, religijnej. Nawet praktycznej, bo wiele zagrożonych gatunków jest nam do czegoś potrzebnych.

Świat żywy jest kopalnią substancji, które do czegoś mogą nam się przydać. Z punktu widzenia ekologii jest jednak obojętne, czy one przetrwają. Ziemia i bez nich dalej by funkcjonowała. A czy to by było komfortowe dla nas, to już rzecz gustu.

Kiedy inne gatunki giną na potęgę, ludzi przybywa. Już teraz jest nas ponad 7 miliardów, wkrótce będzie 10.

I to wcale nie jest dobre. Nieograniczony wzrost populacji to chyba największy problem. A to dlatego, że człowiek ma wielki wpływ na funkcjonowanie biosfery, na łańcuchy pokarmowe, liczbę gatunków. Tempo ich wymierania porównuje się obecnie do tego, które zachodziło w czasie największych zagład. Niektórzy mówią nawet, że mamy teraz do czynienia z wymieraniem podobnym do tego, które zmiotło z powierzchni Ziemi dinozaury. To pewna przesada, ale coś jest na rzeczy.

Czyli jest nas za dużo. Ekolodzy mają rację?

Prosta, ale rzetelna ekologia uczy, że istnieje coś takiego, jak pojemność środowiska. Tzn. jest taka liczba osobników populacji, która nie powinna zostać przekroczona. Bo jeśli tak się stanie, to będzie musiała głodować i być może doprowadzi nawet do samozagłady. To samo dotyczy ludzi.

Zobacz, w jakim tempie przybywa ludzi na świecie:



Pan też trochę straszy. A przecież ekologia już i tak urosła w naszej wyobraźni do rozmiarów mitologicznego smoka. Boimy się jej, a akcje takich organizacji jak Greenpeace utrwalają ten obraz.

Problem ma dwie strony. Negatywna to to, o czym Pani mówi. Na tych nieszkodliwych wariatów, którzy się przykuwają do drzew łańcuchami, można patrzeć z pobłażliwością, czasem z niepokojem. Bo wszelki fanatyzm jest niepokojący. Ludzie tego nie chcą, mniej lub bardziej świadomie odrzucają tak pojmowaną ekologię. Ale jest i strona pozytywna. Budzenie świadomości jest rzeczą dobrą. Rzeczą złą jest nadużywanie tego.

Skutek jest taki, że ekologów traktuje się jak - przepraszam za określenie - oszołomów.

Przede wszystkim, największym nieporozumieniem jest traktowanie ekologii jako nauki o ochronie przyrody i nazywanie rozmaitych ruchów, które do tego zmierzają, ruchami ekologicznymi. Ekologia to w ogóle nie jest to, czym się zajmują organizacje w rodzaju WWF-u lub Greenpeace'u.

Eko-biznes? Dobry jak każdy inny. Czytaj o nim na kolejnej stronie

Poprzednia strona
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
szposzczegawczy
217.98.90.* 2012-11-30 10:08
"Nieograniczony wzrost populacji to chyba największy problem."

To jest jakaś bzdura - jak możliwy jest "nieograniczony wzrost populacji"? Właśnie to - w przeciwieństwie do realnych zagrożeń jak energia jądrowa czy GMO jest straszakiem pod egidą którego psychopatia całego świata wywołuje wojny, wywołuje nędzę, niszczy całe systemy społeczne. A przecież to właśnie dobrobyt jest hamulcem wzrostu populacji - najprostsze przykłady to Japonia i Niemcy w drugiej połowie XX wieku, a nędza napędem dla rozmnażania.

Czyż to nie oczywiste? Psychopaci coraz agresywniej atakują "populację", na co populacja reaguje rozrostem, by osiągnąć poziom niezbędny do pozbycia się pasożyta - czytaj - psychopatycznych elit władz. Dlatego jeśli ktoś twierdzi, że wzrost populacji jest zagrożeniem i trzeba mu przeciwdziałać, to sam określa po której jest stronie...
szposzczegawczy
217.98.90.* 2012-11-30 10:02
No właśnie panie profesorze - gdzie są lekarze? Dlaczego lekarze nie protestują, wszakże badania naukowe jednoznacznie mówią o wysokiej szkodliwości GMO i to pod wieloma względami - zarówno dla ludzkich organizmów, jak i dla tradycyjnych roślin, jak i wreszcie dla całego środowiska - dzięki "fantastycznej" truciźnie jaką jest Round up, a którą trzeba lać tonami na GMO. Niech pan wytłumaczy dlaczego organizacje lekarskie siedzą cicho? Dla mnie to jest jednoznaczny dowód, że lekarzom nie zależy na zdrowiu społeczeństwa, a jedynie na kasie. Wiadomo, będzie więcej chorych, to status lekarza może urośnie, a i kasy z tego będzie więcej.

Panie profesorze, w tym się muszę z panem zgodzić - mnie też bardzo przeszkadza, że w obronie życia, zdrowia, dobrobytu stają jacyś ekolodzy, a nie profesorzy, lekarze i tzw. elita, która najwyraźniej się dawno sprzedała "wielkiemu" psychopatycznemu biznesowi. Wstyd "elyto", wstyd.
andżi
194.126.238.* 2012-05-08 11:39
Nazwa ekolodzy dla obrońców środowiska mocno się przyjęła i w tym momencie nie ma sensu przekonywać ludzi, że Pan Profesor jest ekologiem, a ludzie z Greenpeace nimi nie są. Może są sozologami wg profesora, albo Bóg wie czym jeszcze... Jaka to różnica? To tylko kwestia nazwy i duża część tego artykułu to żonglowanie definicjami pochodzącymi z różnych języków: naukowego i codziennego. Sama nazwa "ochrona środowiska" była dla mnie zawsze hipokryzją, no bo przed czym je chronimy? Przed nami samymi. To tak jakby człowiek czasami powstrzymujący się od bicia swojego dziecka był nazywany obrońcą dzieci.
Zobacz więcej komentarzy (25)