Na skróty
Money.plTechnologieOscary dadzą się podejść? 3D wraca do łask
2012-02-22 06:08
Oscary dadzą się podejść? 3D wraca do łask
fot: VIPHOTO/East News

Oscary dadzą się podejść? 3D wraca do łask

Autor: Joanna Pachla

1 / 2

Sam proces powstawania obrazów trójwymiarowych ma dobre sto lat, ale na upowszechnienie się musiał trochę poczekać. Sławę przyniósł mu dopiero legendarny już Avatar Jamesa Camerona z 2009 roku. To czas na kolejne sukcesy?

Na zdj. Jacek Rakowiecki, redaktor naczelny miesięcznika Film

Nie dość, że Avatar zdeklasował wtedy konkurencję i przyniósł twórcom zyski rzędu ponad dwóch miliardów dolarów, to jeszcze pozwolił technologii 3D na nowo zaistnieć w świadomości odbiorcy. Wtedy film zgarnął aż trzy Oscary: za najlepszą scenografię, zdjęcia i efekty specjalne. Ponad połowa z nich została wykonana w technice CGI (od ang. Computer Generated Imagery), dzięki której komputer przeobrażał aktorów w słynnych Na'vi. Dziś minęły kolejne trzy lata, a furorę robi Hugo Martina Scorsese.

Zobacz trailer najnowszego filmu Martina Scorsese:

Tyle razy się nie udało. Nie uda i tym razem?

Krytycy pozostają jednak sceptyczni. - Kino trójwymiarowe nie pierwszy raz próbuje zawładnąć kinematografią. Gdyby jednak nie było światowego kryzysu, 3D prawdopodobnie nigdy by się nie wybiło - uważa Konrad J. Zarębski z miesięcznika Kino. - Wystarczy sobie przypomnieć okoliczności, w jakich Avatar wchodził na ekrany. To było tuż po krachu, wszyscy potrzebowali oddechu - uważa.

Tak nasze serca podbijał Cameron:

 

Zwolennikiem kina w 3D nie jest także dr Arkadiusz Lewicki, krytyk filmowy z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Filmów w prawdziwej technologii 3D powstało tyle, że można by je policzyć na palcach jednej ręki. Reszta to tylko podróbki. W większości przypadków wygląda to bowiem tak, że kręci się film klasycznie, a później konwertuje go komputerowo do 3D. To nie jest dobra droga - ocenia.

Jak to działa?

Otóż obrazy, które do nas docierają, są przetwarzane w różny sposób przez prawe i lewe oko. Cały trik tworzenia filmów w technice trójwymiarowej sprowadza się więc w dużej mierze do wygenerowania dwóch obrazów: dla lewego i prawego oka właśnie. - Najprostszym sposobem jest związanie ze sobą dwóch kamer: jedna zastępuje jedno oko, druga drugie oko, a ponieważ są obie siebie, to mają nieco inną perspektywę, z której patrzą na scenę. To właśnie te różnice sprawiają, że widzimy stereoskopowo - tłumaczy Filip Kaczorek z ATM FX.

Zazwyczaj kamery są dość duże i nie można zbliżyć ich do siebie tak, jak byśmy chcieli. Ale eksperci zgodnie twierdzą, że Bitwie warszawskiej 1920 Jerzego Hoffmana świetnie się to udało. - Oni uparli się, żeby wszystko nakręcić dwoma kamerami i faktycznie nakręcili - przyznaje Kaczorek.

Tak zrobili to Polacy:


- Na Zachodzie szczytem szczęścia było, kiedy chociaż część filmu była kręcona stereoskopowo, a resztę maskowano w produkcji. Powiedzmy sobie szczerze, efekt takiej stereoskopii nie jest dobry. To tylko symulacja, że gdzieś tam przestrzeń jest, a obrazek nie jest płaski. Nie jest to jednak coś, w co można by uwierzyć - opowiada.

Zachłysnęliśmy się 3D. To dobrze?

- Technologią 3D wciąż jeszcze jesteśmy zachłyśnięci - przyznaje Kaczorek. - To jednak zła moda, niewłaściwe zrozumienie idei. Chcemy bowiem robić filmy, które w całości są trójwymiarowe. A przecież tylko pierwsze wrażenia są super, bo coś jest zaskakujące, wywołuje emocje. Po 5-10 minutach efekt traci jednak na znaczeniu, film robi się zwykły, jak każdy inny - uważa ekspert.

Czytaj więcej Technologie wkradają się do muzeówAplikacja Art4Europe rozpoznaje dzieła sztuki i pokazuje dodatkowe informacje na ich temat. Teraz zwiedzanie będzie jeszcze łatwiejsze. Tym łatwiej zrozumieć więc sukcesy takich twórców jak Cameron czy Scorsese, którzy nie tylko zbili fortuny na biletach, ale i zasłużyli sobie na nominacje do Oscarów.

- Niby całe ich filmy są trójwymiarowe, ale są w nich długie kawałki, gdzie można zdjąć okulary i patrzeć w ekran jak przy tradycyjnym 2D - zauważa Kaczorek. - I to jest świetny pomysł - od czasu do czasu uderzyć tym 3D po głowie, potem uspokoić, zjechać do obrazu płaskiego i znowu w spektakularnej scenie napompować tę przestrzeń tak, by wcisnąć widza w fotel. To jest droga, którą powinniśmy pójść - uważa.

Jego zdaniem stereoskopia powinna zająć miejsce zwykłego narzędzia operatorskiego, tak jak głębia ostrości lub zdjęcia spowolnione, czyli tzw. slow motion. - Nie oglądamy całych filmów zrobionych z bardzo płytką głębią ostrości czy całych w spowolnionym tempie, bo to by było nie do wytrzymania. Tylko pojedyncze ujęcia mogą robić wrażenie. Tak powinno działać 3D. Być jednym ze środków, a nie celem filmu - tłumaczy Kaczorek.

Na kolejnej stronie przeczytasz, po co 3D branża porno

Zobacz więcej:Oscary 2012

Re: Oscary dadzą się podejść? 3D wraca do łask

xxxxxxxxxxxxxxxxxx / 82.177.194.* / 2012-02-22 09:04
>>Czy będzie nas interesował kameralny dramat psychologiczny dwojga ludzi

A czy coś takiego wogóle kogoś interesuje? W jednym facet am racje, potrzea pozbyć sie okluraów i calość ruszy i stanie się nroma, tak jak normą stało się np HD.