Broń chemiczna w Bałtyku. Grozi nam zatrucie gazem musztardowym?

Broń chemiczna w Bałtyku. Grozi nam zatrucie gazem musztardowym?

Fot. Bartosz Chochołowski

Polska chce, aby NATO zapłaciło za wydobycie i utylizację broni chemicznej zatopionej w Bałtyku. Główny Inspektor Ochrony Środowiska Andrzej Jakusiewicz domaga się, aby w ramach projektu Parasol uruchomić w najbliższym czasie pilotażowe wydobywanie broni zalegającej najbliżej polskiego wybrzeża.

Jakusiewicz mówi, że to, co leży na dnie Bałtyku, to dosłownie tykająca bomba zegarowa. - Tam są gazy bojowe, które były używane podczas II wojny światowej, które duszą w ciągu sekund - tłumaczy.

Niedawno w pobliżu wejścia do portu w Gdyni odnaleziono ślady iperytu, czyli gazu musztardowego. Po drugiej wojnie światowej zatopiono tam około 60 ton tego gazu. Jacek Bełtowski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk uspokaja, że tym razem nie było zagrożenia.

- Raczej nie było bezpośredniego wpływu na zwykłego człowieka, jedynie na tych z nas, którzy mają na co dzień do czynienia z morzem, jak np. rybacy - mówi.

Ale Główny Inspektor Ochrony Środowiska przekonuje, że już dziś trzeba przewidywać czarny scenariusz. - Jeżeli wyobrazimy sobie, że taki gaz się wydobędzie na powierzchnię, to może być katastrofa bardzo poważna - twierdzi.

Andrzej Jakusiewicz ocenia, że na start projektu wydobywania i utylizacji broni chemicznej potrzeba od 3 do 5 milionów złotych. Za takie pieniądze można pilotażowo wyciągnąć z wody pojemniki z bazami, które zalegają najbliżej polskiego wybrzeża.

IAR
Czytaj także
Polecane galerie