Naukowcy będą wskrzeszać wymarłe gatunki?

Naukowcy będą wskrzeszać wymarłe gatunki?

Fot. AlexRaths/iStockphoto

Dzięki rozwojowi technologii prędzej czy później naukowcy będą w stanie zrekonstruować wymarłe gatunki, na przykład ptaka dodo czy wilka workowatego z Australii. Czy jednak powinni to robić tylko dlatego, że teoretycznie będzie to możliwe? - zastanawiają się naukowcy na łamach Science.

Trzy metody wydają się obiecujące w perspektywie przyszłego przywrócenia gatunków: sztuczna selekcja, klonowanie i inżynieria genetyczna - zauważają Jacob Sherkow ze Stanford Law School (USA) i Henry Greely ze Stanford University. Sztuczna selekcja mogłaby się sprawdzić, gdyby na ziemi przetrwała wystarczająco duża grupa zwierząt blisko spokrewnionych z gatunkiem wymarłym. Problemy i możliwości związane z klonowaniem można było obserwować dzięki pracom naukowców próbujących przywrócić do życia wymarłego niedawno koziorożca Capra pyrenaica pyrenaica. Mimo kilkuset prób przetrwał jednak tylko jeden zarodek, który zmarł w chwilę po urodzeniu z powodu choroby płuc.

Naukowcy zauważają jednak, że ani sztuczna selekcja, ani trzecia potencjalna metoda, inżynieria genetyczna, nie pozwalają uzyskać zwierzęcia o genomie identycznym, jaki miał gatunek wymarły. Klonowanie zaś (o ile dostępne byłoby zdrowe jądro komórkowe wymarłego organizmu) może doprowadzić do uzyskania osobnika bliźniaczego wobec wymarłego. - Czy to jednak wystarczy, żeby mówić o odtworzeniu całego gatunku? - zastanawiają się autorzy publikacji.

Przywracanie do środowiska dawnych gatunków może się wiązać z bardzo konkretnym ryzykiem - piszą Sherkow i Greely. Sugerują, że gatunki świeżo przywrócone światu mogą uczestniczyć w przenoszeniu różnych chorób, a genomy wymarłych zwierząt mogłyby zawierać nieznane do tej pory, groźne retrowirusy endogenne - retrowirusy, które przed milionami lat zainfekowały pierwotne komórki rozrodcze człowieka i innych kręgowców i na stałe włączyły się - w postaci DNA - do materiału genetycznego organizmu zainfekowanego.

Inne gatunki mogłyby się okazać szkodnikami - nawet takie, które nie były nimi w okresie swej świetności. Jak choćby gołębie wędrowne, zamieszkujące niegdyś Amerykę Północną. Niemal 200 lat temu miliony tych ptaków migrowały co roku ze wschodniej części USA do Kanady. Obecnie rejony te są silnie przekształcone - zurbanizowane albo zajęte przez uprawy. W warunkach naturalnych niemal wymarły też kasztany amerykańskie, stanowiące główny pokarm tych gołębi. Powrót gołębi do ich dawnego środowiska na starych warunkach nie jest zatem możliwy. Dziś mogłyby się tam okazać gatunkiem obcym, a nawet potencjalnie inwazyjnym - sugerują Sherkow i Greely.

Przywracanie gatunków to jednak nie tylko ryzyko, ale i konkretne korzyści, np. związany z pracami przyrost wiedzy - podkreślają autorzy rozważań. Naukowcy doceniliby wyjątkową możliwość badania żywych organizmów - ich biologii i ewolucji - należących do gatunków dawno już nieistniejących. Nastąpiłby postęp technologiczny, np. w dziedzinie inżynierii genetycznej. Ludzie mogliby zaspokoić ciekawość towarzyszącą oględzinom zwierząt, które znają wyłącznie z archiwów, skamieniałości czy rysunków naskalnych, np. mamutów. Do najbardziej wymiernych korzyści należy uzyskiwanie nowych leków z nieznanych dotychczas roślin.

Autorzy publikacji są zdania, że nie należy zabraniać przywracania gatunków, lecz cel ten należy realizować bez udziału środków publicznych. - Potencjalne, namacalne korzyści z przywracania gatunków są zbyt małe, a ryzyko zbyt duże, by usprawiedliwić finansowanie związanych z tym prac z pieniędzy podatników - czytamy.

Badań takich nie można jednak zakazać, jeśliby na ich prowadzenie ktoś chciał poświęcić własne pieniądze. Działania takie należałoby jednak objąć regulacjami prawnymi, które pozwolą ustalić status gatunków (np. jako zagrożonych) lub reagować w razie ich nieprzewidzianego wpływu na środowisko. Sherkow i Greely zastanawiają się też, czy odtwórcy gatunków mogą je patentować. Uznanie odtworzonych organizmów za wytwory natury oznaczałoby, że prawo patentowe w ogóle się do nich nie odnosi. Nie jest jednak jasne, czy mogą podlegać tej właśnie definicji - zauważają.

Czytaj więcej w Money.pl
Ozon przeszkadza owadom-szkodnikom dotrzeć do roślin
Ozon, którego stężenie blisko powierzchni Ziemi stale rośnie, przeszkadza owadzim szkodnikom docierać do roślin. Może też utrudniać znalezienie kwiatów zapylającym je pszczołom i trzmielom - twierdzą naukowcy na łamach "Environmental Research Letters".
W cieplejszych częściach miasta jest więcej owadów
Zdaniem naukowców pluskwiaki z obu grup rozmnażają się w podobnym tempie. A zatem różnice w ich liczebności populacji wynikają nie tyle z większej wydajności rozmnażania, co raczej z lepszej przeżywalności dorosłych form tych owadów.
Zmiany środowiska odmiennie wpływają na samce i samice ptaków
Zanieczyszczanie rzek ściekami i pozyskiwanie skorupiaków mogą mieć poważny wpływ na islandzkie rycyki z rodziny bekasowatych, które się tam żywią. Szczególnie może dotyczyć to samców - wynika z badań naukowców z University of East Anglia.
ekologia, biologia, technologia, gatunki, science, przywracanie gatunków
PAP
Czytaj także
Polecane galerie