Polska to kraj niesłychanie utalentowanych informatyczne ludzi...

Polska to kraj niesłychanie utalentowanych informatyczne ludzi...

... nie umiejący sobie radzić z informatyką. Nie od dziś wiadomo, że technologia zmienia świat. Przetrwają tylko te kraje i narody, które potrafią się do zmian przystosować, a wygrają Ci, którzy umieją ze zmian korzystać.

Szczególnie bolesna była nauka XVIII wiecznej Polski, która nie dość, że cały czas szarpana wojnami, nie umiała przede wszystkim zmienić koncepcji wpół-feudalnego, rolniczego kraju o słabej strukturze administracyjnej na wzorzec powstających wokoło silnie scentralizowanych, narodowych państw, stawiających na rozwój przemysłu i armii. Nie dostrzegliśmy roli przemysłu ani nowych wynalazków technicznych i zmian sposobu prowadzenia wojen. Nasza zwycięska na początku i w środku XVII wieczna husaria, pod koniec tego wieku i później nazywana była "pancerne zające". Efektem była utrata niepodległości i zniknięcie Polski z mapy Europy. Pomimo tego, że indywidualnie się zmienialiśmy i polscy żołnierze słynęli z umiejętności i wyszkolenia (jak najlepsza jazda w czasach napoleońskich) to w skali kraju nie potrafiliśmy przenieść tego na organizację i siły, które pozwoliłyby na odzyskanie i utrzymanie niepodległości. Dziś czasy zmieniają się szybko, a najszybciej nasze przyzwyczajenia zmieniają technologie informatyczne. Jeszcze niedawno nie było komputerów na biurkach, a już nagle zdążyliśmy przejść przez erę sieci komputerowych, Internetu, konsoli do gier, wirelessa, chmury i smartfonów. Nawet tego nie dajemy rady opanować, a już czają się napędzane przez systemy społecznościowe zestawy Big Data, semantycznego wnioskowania i nasze spotkanie z niemożliwością odróżniania czy będziemy rozmawiać z prawdziwym lekarzem czy doskonale przygotowaną wirtualna maszyną. Te technologie zmieniają świat i zmieniają społeczeństwa. Te kraje, które nauczą się efektywnie z nich korzystać, staną się nowymi mocarstwami. Kraje, które sobie z tym nie poradzą ..... tu boje się wysnuwać pesymistyczne przypuszczenia. Na razie 4 główne problemy, w których raczej idzie nam słabo.

Po pierwsze - informatyzacja działania państwa i kontaktu z obywatelem. Tu wszyscy wiedzą, o co chodzi, a z całych programów na razie zostało ceglano-betonowe Ministerstwo Cyfryzacji i kolejne chwytliwe programy oraz (wg gazet i opozycji) największa infoafera korupcyjna. Okazuje się, że na poziomie centralnym, nie bardzo daje się opracować strategię, zaprojektować systemy, a przede wszystkim dokończyć i wdrożyć coś, co jest spójne, działające i pomocne dla obywateli. Jednak cierpliwie czekamy, bo jak pamiętam zapowiedzi, już w przyszłym roku nie będziemy musieli wypełniać np. naszych zeznań podatkowych, bo zrobi to za nas odpowiedni Urząd. Być może to tylko moje niewłaściwe rozumienie tej zapowiedzi i oczekiwanie systemu informatycznego i automatu, a rzeczywistość to będzie krzesełko i stolik i miła urzędniczka w skarbowym z kawką, uśmiechem na twarzy i kolejką petentów.

Po drugie - obrona obywateli przed złym korzystaniem z informatyki. Nie od dziś wiadomo, że nowe technologie to nie tylko miłe funkcjonalności, ale i niebezpieczeństwo. Niestety to drugie zaczyna coraz śmielej podnosić głowę i jesteśmy zalewani cyfrowymi pułapkami od podkradania tożsamości (i używania tego w cyber i realnym świecie), prostych kradzieży informacji, nieuczciwych internetowych sprzedawców aż po kanty proste i skuteczne jak płatne SMS-y doklejane do gier i aplikacji lub strony internetowe i propozycje zakupów, które jednocześnie wyłudzają jakieś nienależne świadczenia. Tu nie problem z wykryciem i zgłoszeniem ... ale kompletny paraliż na styku nowe technologie, a prawo i administracja. Nie można niczego zrobić, bo serwery za granicą, nie można zablokować wyłudzających SMS-esów bo przecież nie ma na to paragrafów. Wiadomo, że ktoś oszukuje i kradnie informatycznie, ale nie da się mu postawić zarzutów bo poczta nie zna jego adresu, aż do najbardziej miłych - że przecież korzystając z jakiejś przestępczej aplikacji to przez nieuwagę (lub nie wiedząc) przecież kliknęliśmy gdzieś jakiś trefny regulamin. Ciekawe, że wszystkie agendy i urzędy prześcigają się w kolejnych nadinterpretacjach (vide mój post, że nie można wywieszać już list studentów z ocenami - http://konradswirski.blog.tt.com.pl/?p=1852 ) ale jakoś cały czas próby cyber-oszustw i korzystanie z kradzionych baz danych lub list mailingowych uchodzi bezkarnie. Pewnie są już gdzieś na zagranicznych serwerach - a więc poza jurysdykcją i w postaci cyfrowej i nie można ich dołączyć do akt.

Po trzecie - kreowanie wizerunku kraju (i opinii) za pomocą portali społecznościach. Niestety rola Internetu nie jest już dziś tylko fajna, edukacyjna i pomagająca łączyć ludzi. To też coraz częściej sztuczne kreowanie opinii, celowe podsycanie dyskusji, wpływanie na opinie konsumentów i całych grup społecznych, czy wreszcie zupełnie brutalna propaganda jak za dawnych czasów lat 30-tych XX wieku, tylko zamiast radia i przemówień, wykorzystując komentarze i internetowe trolowanie. Umyka rządzącym i pewnie też MSZ, że za chwilę opinie o kraju i polityce nie będą przekazywane przez gazety czy stacje telewizyjne, ale coraz częściej i silniej celowo kształtowane w Internecie. Nie załatwi tego też kilka postów na Twitterze, chętnie cytowanych w wiadomościach, bo skala wpływu jest znacznie szersza i warto popatrzeć już na komentarze choćby spraw ukraińskich czy polsko-rosyjskich. Przeoczyliśmy nagle, że duża część krajów przeniosła swoją propagandę do płatnych i zleconych komentarzy, a w przypadku jakiegokolwiek zaostrzenia sytuacji czy (miejmy nadzieję tylko hipotetycznego) konfliktu politycznego Polski z innym krajem - zostaniemy zalani atakiem w portalach społecznościach na który nie zawsze znajdziemy odpowiedzi. Nienawidzę tego - płatne, celowe komentarze niszczą wolny Internet i swobodę wypowiedzi, ale niestety mamy drugą dekadę XXI wieku, a nie idealistyczne lata 90-te i przełom wieków. Teraz Internet staje się bronią psychologiczną, a wiele państw prowadzi już bardzo zaawansowane badania i zbrojenia. Po czwarte - cyberbezpieczenstwo instalacji przemysłowych.

Ostatni problem - ale chyba najbardziej istotny jeśli już (jak powoli podświadomie czy też nawet w wiadomościach) zaczęliśmy liczyć się z nową rzeczywistością polityczną. Każdy nowy konflikt czy nowa wojna przynosi też nowe bronie i nowe taktyki, a wygrywa (lub odnosi spektakularne sukcesy na początku) ten, kto pierwszy coś takiego zastosuje. Dziś bawimy się (bo chyba tak to trzeba nazwać) w zwiększanie budżetu na obronność dokupując żelazne zabawki nowych czołgów czy śmigłowców. Nowy prawdziwy konflikt nie będzie się jednak toczył jak w ostatniej wojnie światowej, koreańskiej czy wietnamskiej. Dziś widać, że na początek bałagan jak we wschodnich rubieżach Ukrainy, a jeśli naprawdę przyjdzie, co do czego to na pierwszy ogień pójdą cyber-żołnierze i specjalizowane oprogramowanie. Tu niestety jesteśmy bezbronni. Nie wiem oczywiście, jakie zabawki ofensywne ma w swoim arsenale nasze Wojsko Polskie, ale wiem raczej jak jesteśmy nieprzygotowani do obrony. Nasze systemy sterowania instalacji przemysłowych czy wrażliwych obiektów są oczywiście pracowicie audytowane i sprawdzane informatycznie. Z jednej strony z niewiarą (po co ktoś ma się włamywać do elektrowni jeśli może do banku? bo co właściwie ukradnie - prąd ?) , z drugiej strony z procedurami które odnoszą się do naszego aktualnego stanu wiedzy o potencjalnych atakach i zabezpieczeniach (bazowo typowe ataki informatyczne). Tymczasem jak pokazał Stuxnet (z 2010) - arsenały wiodących krajów są niesłychanie szybko rozwijane i zasilane zabawkami, o jakim nam się nawet nie śniło. To nie są proste wirusy komputerowe czy nawet najbardziej złośliwe oprogramowanie podkradające kody bankowe i hasła do przelewów. To systemy o co najmniej rząd wielkości (a może nawet i więcej) bardziej skomplikowane, o klasę do przodu w stosunku do typowych, komercyjnych i rynkowo dostępnych, przemysłowych systemów zabezpieczeń i tworzone nie przez domorosłych, genialnych informatyków (jak na filmach) ale przez wielkie specjalizowane zespoły wojskowe. Amerykańskie procedury cyberbezpieczeństwa (np. NERC CIP) na gwałt gonią niebezpieczeństwo, w praktyce powoli odcinając całkowicie krytyczne instalacje od dostępu z zewnątrz (specjalizowane jednokierunkowe transmisje danych, absolutny brak połączenia z zewnątrz z systemem sterowania - słusznie wychodząc z założenia, że jak jest kawałek drutu czy WiFi to jakieś świństwo na pewno się zaplącze). W Polsce jesteśmy gdzieś na poziomie wczesnych lat 2000 i dobrych zabezpieczeń na przydomowych hakerów, ale nie na nowe wojskowe cyberzabawki. W potencjalnym konflikcie prawdopodobnie 50 % wrażliwej infrastruktury (elektrownie, linie przesyłowe, sieci, informacja..) padłyby od razu a następnie kolejna ćwiartka po kilku godzinach. To wystarczy żeby nasze nowe czołgi, śmigłowce czy systemy obronne miały problemy z dojechaniem na miejsce i stawaniem się do walki, choć w przyszłej wojnie trudno mówić właściwie o czymś takim, bo po pierwszych godzinach będzie już pozamiatane.

Pozostaje wierzyć, że nie wszystko stracone. Nie może przecież być tak, że kraj, który słusznie chlubi się pracą najlepszych informatyków na świecie, nie da rady z sama informatyką. Jeśli wygrywamy Top Codery, tworzymy najlepsze gry czy też prowadzimy wielkie centra programistyczne, powinniśmy umieć także zmienić swój kraj i umiejętnie informatykę wykorzystać, a też umiejętnie przed "zła informatyką" się bronić. Choć z drugiej strony ... kiedyś też mieliśmy najlepszych konnych szwoleżerów na świecie ...

Konrad Świrski

Blog Konrada Świrskiego

gaz, it, rosja, przemysł, informatyka, sieć, przesył danych, energia odnawialna, smart, aktualności, smart grid, energia i ekologia - energetyka, bezpieczęnstwo, okiem fachowca, warto wiedzieć, energiamax.pl, inteligentna energetyka
Energia-pl.pl
Czytaj także
Polecane galerie