Resort środowiska chce czasowo przywrócić polowania na łosie (aktl.2)

Resort środowiska chce czasowo przywrócić polowania na łosie (aktl.2)

Fot. sxc/cc/walker M

Resort środowiska chce od 1 września br. do 30 listopada 2016 r. przywrócić polowania na łosie w wybranych województwach, by zmniejszyć skalę odszkodowań za szkody wyrządzane przez te zwierzęta w uprawach leśnych oraz liczbę wypadków drogowych z ich udziałem.

Czasowe polowania miałyby się odbywać na terenie województw: podlaskiego, lubelskiego, warmińsko-mazurskiego, a także na wschód od Wisły: w kujawsko-pomorskim, pomorskim i mazowieckim.

Taką możliwość ma wprowadzić zmiana w rozporządzeniu ministra środowiska z 2005 r. w sprawie okresów polowań na zwierzęta łowne. Ministerstwo zamieściło na swojej stronie internetowej projekt tych zmian. Został on rozesłany z końcem maja m.in. do marszałków i wojewodów, izb rolniczych, organizacji ekologicznych, Polskiego Związku Łowieckiego, Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Uwagi do projektu można zgłaszać do ministerstwa do 10 czerwca. Jeszcze nie wiadomo, kiedy decyzja zostanie podjęta - powiedział w środę PAP rzecznik ministerstwa Paweł Mikusek. Po konsultacjach projekt trafi do uzgodnień międzyresortowych, a potem także do komisji prawnej Rządowego Centrum Legislacji.

Łosie są zwierzętami łownymi, ale od 2001 r. chroni je moratorium na odstrzał.

Według resortu odstrzał łosi jest teraz możliwy z powodu wzrostu populacji tych zwierząt. W momencie wprowadzania moratorium łosi było 2 tys. 70 sztuk, obecnie jest ponad 13,7 tys. Wzrasta również skala szkód przez nie powodowanych w uprawach leśnych oraz liczba wypadków drogowych z ich udziałem. W uzasadnieniu podano, że w 2013 r. na terenach, gdzie ma być przywrócony odstrzał, Skarb Państwa wypłacił za szkody powodowane przez łosie ponad 1,4 mln zł, a w całej Polsce było to blisko 2,2 mln zł. Z uzasadnienia wynika też, że np. w ostatnich latach w Warmińsko-mazurskim doszło do 72 wypadków z udziałem łosi, a w Lubelskiem - do 98.

"Przywrócenie odpowiednio licznej reprezentacji łosi polskim bagnom i lasom niezwykle mnie cieszy. Niestety, nie możemy zapominać o bezpieczeństwie. W ciągu trzech ostatnich lat na samej Lubelszczyźnie było 98 kolizji drogowych z udziałem łosi" - dodał cytowany w przesłanym PAP oświadczeniu wiceminister środowiska Janusz Ostapiuk.

Jak tłumaczy resort, polowania na łosie mają być dopuszczone w miejscach, gdzie - według danych z liczenia - jest nie mniej niż pięć łosi na tysiąc hektarów terenów leśnych lub bagiennych. "Zgody na odstrzał będą wydawane na podstawie planów łowieckich, które muszą uwzględniać zachowanie populacji na poziomie wskazywanym przez naukowców - 5 sztuk na 1000 ha. Odstrzał będzie możliwy tylko w bardziej zagęszczonych przez łosie nadleśnictwach i tylko przy zachowaniu bezpiecznych limitów. Chcemy działać bardzo ostrożnie, dlatego też zdecydowaliśmy się znieść moratorium jedynie do końca 2016 roku" - zapewnił Ostapiuk.

Projekt zakłada, że po 1 stycznia 2017 r. łosie miałyby być objęte całkowitą ochroną. Ministerstwo w uzasadnieniu zaznacza jednak, że gdyby po inwentaryzacji łowieckiej łosi w marcu 2016 r. okazało się, że nie widać negatywnego wpływu polowań na liczebność tych zwierząt, "zasadne będzie rozważenie możliwości wprowadzenia terminowego lub bezterminowego wykonywania polowań na łosie na ustalonych obszarach".

Plany łowieckie opiniują samorządy, nadleśnictwa, Lasy Państwowe, a tam, gdzie nadleśnictwa graniczą z parkami narodowymi - dyrektorzy tych parków.

Wiceminister podkreślił, że teren Biebrzańskiego Parku Narodowego, gdzie łosi jest najwięcej, jest objęty zakazem polowań i "to się nie zmieni".

Ostapiuk dodał, że cieszy się, iż projekt wywołał dyskusję. "Konsultacje społeczne służą przygotowaniu ostatecznej i jak najlepszej treści aktu prawnego" - zaznaczył.

O odstrzały łosi wnioskowała m.in. Podlaska Izba Rolnicza. Jej prezes Grzegorz Leszczyński powiedział PAP, że zmiany, które proponuje ministerstwo "idą w dobrym kierunku". "Projekt popieramy, szkoda, że jest tak późno. Powinien też dotyczyć innych zwierząt, np. bobrów" - powiedział.

Zespół naukowców, którzy kilka lat temu przeprowadzili badania i opracowali na zlecenie ministerstwa strategię gospodarowania populacją łosia, napisali teraz do ministerstwa, że owszem widzą łosia jako zwierzę łowne, ale nie podoba im się to, co proponuje minister. Szef tego zespołu dr hab. Mirosław Ratkiewicz z Uniwersytetu w Białymstoku powiedział PAP, że naukowcy nie zgadzają się, by odstrzał prowadzono według metod sprzed moratorium, a tak proponuje minister. Wprowadza tylko małą korektę. Zdaniem naukowców, to źle się skończy dla łosia, gdyż załamie się jego liczebność.

Naukowcy uważają, że działania powinny być podejmowane lokalnie, bo tylko w niektórych miejscach łosi jest dużo. Zaznaczyli też, że nie wzięto pod uwagę warunków atmosferycznych, np. mroźne zimy są zabójcze dla łosi.

Naukowcy twierdzą też, że można rozwiązać problem szkód w uprawach, trzeba tylko dostosować metody stosowane w gospodarce leśnej do obecności łosia. Przypomnieli, że udało się zmniejszyć liczbę wypadków drogowych, bo odkrzaczono pobocza przy drodze Białystok-Ełk w Podlaskiem, gdzie łosi jest dużo.

Dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży dr hab. Rafał Kowalczyk powiedział, że wierzy w rozsądek leśniczych i myśliwych. Podkreślił, że należy też brać pod uwagę, iż są takie miejsca, jak ostoja łosia: Bagna Biebrzańskie, gdzie obserwowana jest duża śmiertelność naturalna tych zwierząt, a populacja - mimo dużej liczebności - jest słaba, łosie są w gorszej kondycji. Uważa, że np. wokół Biebrzańskiego Parku Narodowego powinna istnieć ochronna strefa buforowa, wolna od polowań, by wpływ na łosie był ograniczony.(PAP)

kow/ mick/ mhr/ krf/

ekologia, biologia
PAP
Czytaj także
Polecane galerie