Firmy energetyczne będą skupować od nas energię?

Firmy energetyczne będą skupować od nas energię?

Fot. no_limit_pictures/iStockphoto

Gminy czy osoby prywatne w przyszłości mogłyby sprzedawać firmom energetycznym energię produkowaną z biomasy czy odpadów - uważa prof. Jan Kiciński, który w jednym z największych w Polsce projektów badawczych pracuje nad technologiami wytwarzania energii.

Na projekt Opracowanie zintegrowanych technologii wytwarzania paliw i energii z biomasy, odpadów rolniczych i innych przeznaczono ponad 110 mln zł. Projekt realizuje konsorcjum, w którego skład wchodzi Instytut Maszyn Przepływowych PAN w Gdańsku i Energa S.A oraz kilkanaście zespołów badawczych z kilku uczelni wyższych i instytutów badawczych jako współwykonawcy. Jest to największy projekt badawczy w Polsce - komentuje kierownik projektu, prof. Jan Kiciński z IMP PAN. Zespół otrzymał w maju nagrodę Prezesa Rady Ministrów za osiągnięcia naukowo-techniczne.

Chcemy zbudować nowoczesne instalacje kogeneracyjne, tzn. takie, które wytwarzają i ciepło, i prąd dla gmin. Dziś w gminach mamy stare kotłownie, które produkują tylko ciepło, a latem są zwykle wyłączane. A my chcemy, żeby w nich powstawały nowe instalacje - tzw. kogeneratory czy moduły ORC (Organic Rankine Cycle) - które pracują cały rok i oprócz ciepła wytwarzają prąd - wyjaśnia prof. Kiciński.

Eksperymentalna instalacja powstaje już w miejscowości Żychlin (łódzkie). Starą ciepłownię chcemy tam przekształcić w nowoczesny moduł kogeneracyjny. W okolicy jest przemysł drzewny. Aż się prosi, żeby wymyślić sposób wykorzystania tych zrębków i trocin - komentuje kierownik projektu.

Wyjaśnia, że w specjalnym piecu spalane byłyby drewniane odpady a ciepło używane byłoby do podgrzewania tzw. czynnika niskowrzącego. Badacz wyjaśnia, że czynniki niskowrzące używane są np. w lodówkach czy w dezodorantach. Jest to ciecz, która wrze w temperaturze znacznie niższej niż woda. Gwałtownie parując substancja ta napędza łopatki mikroturbiny i wytwarza prąd. A prąd jest znacznie droższy niż ciepło - komentuje prof. Kiciński.

Wyjaśnia, że na całym świecie podobne technologie są dopiero opracowywane. Problemem jest m.in. czynnik niskowrzący, którego właściwości nie są optymalne - uszkadza turbiny i jest szkodliwy dla środowiska. Dla naukowców wyzwaniem jest także dostosowanie modułów do indywidualnych instalacji - do wytwarzania odpowiednio dużej mocy czy do spalania odpowiednich materiałów.

Prof. Kiciński wyjaśnia, że rozwiązanie, nad którym pracuje jego zespół, jest o wiele bardziej ekologiczne niż spalanie węgla. Odpady takie jak zrębki czy trociny były dotychczas spalane by uzyskać ciepło. Dzięki badaniom Polaków, z odpadów takich będzie można uzyskiwać ciepło i prąd.

Naukowiec wyjaśnia, że praca jego zespołu nakierowana jest na potrzeby gmin, które mogłyby się stać Autonomicznymi Regionami Energetycznymi (ARE). Chodzi o to, by gminy były samowystarczalne energetycznie i mogły użytkować swoje odpady czy zasoby odnawialne (np. biomasę czy rośliny energetyczne). Nie musiałyby wtedy brać z sieci energii elektrycznej, która pochodzi ze spalania węgla - zaznacza prof. Kiciński.

Rozwój Autonomicznych Regionów Energetycznych to element polityki energetycznej zmierzającej do produkcji energii elektrycznej w rozproszeniu, czyli w małych lokalnych instalacjach, a nie tylko w wielkich elektrowniach.

Zespół z IMP PAN, przy współpracy z zespołami z Politechniki Łódzkiej i Gdańskiej, opracowuje też małe moduły ORC na potrzeby gospodarstw indywidualnych. Już przygotowujemy taką instalację. Za rok chcemy rozpocząć jej wdrażanie. To propozycja dla odbiorców indywidualnych. Ktoś, kto ma domek na wsi będzie mógł spalać, co chce - gaz, zrębki, biomasę, a oprócz ciepła dostanie prąd - mówi naukowiec i zaznacza, że takie instalacje nie byłyby duże - spokojnie zmieściłyby się np. w piwnicy.

Takie podejście do energetyki nazywa się energetyką obywatelską czy prosumencką. Obywatel staje się podmiotem procesu energetycznego - nie tylko pobiera energię, ale i staje się jej producentem - zaznacza ekspert z IMP PAN i uważa, że takie podejście do energetyki jest nieuniknionym trendem. Jak tłumaczy prof. Kiciński, energetyka prosumencka będzie miała sens, gdy rozwinięte będą tzw. smartgridy, czyli inteligentne sieci, które umożliwią sprzedaż energii elektrycznej przez lokalnych jej producentów. Prof. Kiciński zaznacza, że przygotowywana jest już ustawa, która zobowiąże operatorów do kupna tak wyprodukowanej energii. Można sobie wyobrazić, że tysiące wytwórców energii będą mogły przekazać do sieci nadwyżki energii elektrycznej, ale w każdej chwili każdy będzie też mógł energię z sieci pobrać - opisuje badacz.

Czytaj więcej w Money.pl
Polska liderem w Europie Wschodniej. W czym?
Pięć z dwunastu przyjętych do Unii państw (Bułgaria, Polska, Republika Czeska, Rumunia oraz Węgry) posiada 88 procent...
Dostawca prądu oszukiwał. Rekordowa kara
Zdaniem niektórych ekspertów problem nadużyć przy sprzedaży usług energetycznych dotyczy całego sektora energetycznego w Wielkiej Brytanii.
Ekologiczna energia? Rząd szuka sposobu
Polska będzie szukała takich źródeł energii odnawialnej, które są najbardziej adekwatne do naszych możliwości - zapewnia premier. Czyli jakich?
Bezsensowne dopłaty. A idzie na nie 480 mld
Subsydiowanie energii ma poważne negatywne skutki gospodarcze i społeczne. Polska też traci?
energia, elektrownia, prąd, ekologia
PAP
Czytaj także
Polecane galerie
Puk
89.75.185.* 2013-10-23 09:07
Ups, panie redaktorze, nie mogłyby ale muszą. Tyle w tym temacie, bo to jest G.G, Polen.
choleramniebierze
83.6.167.* 2013-05-21 12:49
Kryzys energetyczny za pasem. Wkrótce (od 2016) wyłączenia dużych bloków energetycznych których nie będzie czym zastąpić. Może pora brać przykład z Niemiec? Oni rozbudowują sieci przesyłowe i dotują microelektrownie - powstaje sieć na wzór internetu, rozproszona.

Gdyby tak Polska dokładała się do budowy microelektrowni słonecznych, wiatrowych - typowy Kowalski dysponujący domkiem czy wspólnota mieszkaniowa, postawiła by na swoim terenie mały generator prądu (wiatrak, baterie słoneczne) na swoje potrzeby, a nadmiar sprzedawałaby do sieci. Kowalski finansowałby część, a część budżet państwa (plus fundusze z UE) - w efekcie budżet nie musiałby sfinansować 100% za każdy dodatkowy KW mocy, a powiedzmy tylko 50% (plus powiedzmy 20% UE), Kowalski dołożyłby 30%.

Zmniejszyłoby się zapotrzebowanie na prąd i zwiększyłaby się ilość prądu w sieci.

Jak przyjdzie kryzys energetyczny, PKB spikuje w dół. Nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych środków.

Ale my wolimy pakować kasę w węgiel, który jest bardzo drogim sposobem otrzymywania prądu. Jeśli doliczymy skutki produkowanych zanieczyszczeń, a szczególnie jeśli doliczymy efekty nadzwyczajnych przywilejów górniczych - szczególnie dotowania przez wszystkich obywateli górniczych emerytur. I to by trzeba doliczyć do rachunku za prąd - ukryte koszty 40-letnich, zdrowych emerytów którzy nie tylko przez dziesięciolecia ciągną emerytury ale i rozwalają rynek pracy pracując na czarno.