Money.plTechnologie dla biznesu Grupy dyskusyjne pl.rec.lotnictwo Płock, piknik, tragedia...

Płock, piknik, tragedia...

Re: Płock, piknik, tragedia...

<m...@poczta.onet.pl> / 2011-06-20 14:05:27
Niestety , najważniejsze jest życie ratownika . Brutalna prawda jest taka , ze w takich i wielu
innych sytuacjach szuka sie zwłok . Pomyślcie 3 min nieodwracalne zmiany w mózgu. Nawet jeśli na
brzegu byłaby ekipa przygotowana
do takiej akcji . Pomijając elementy związane z paliwem. Na początku trzeba ustalić gdzie sie osoba
ratowana
znajduje , trwa to chwile . Potem trzeba nakreślić plan akcji , bo nikt nie poleci na wariata . Czas
leci . Dajmy na to
ze ratownik sobie poradził z pasami i wyciągnął człowieka. Czas leci . Zanim Osoby sie przygotowuja
do reanimacji , czas leci . Przecież na wodzie nie można robić masażu serca , musi być cos twardego
. Zasada jest taka , ze jak do brzegu jest mniej niż 5 min , to sie poszkodowanego holuje do brzegu.
Człowiek ratowany może
mieć widoczne urazy sugerujące uszkodzenie kręgosłupa. Specjalna procedura . A czasu jest tylko 3
min .
Kolega ratownik ze straży mówił mi ze te wszystkie reanimacje w podobnych okolicznosciach
ratowanie poszkodowanego robi sie dla dla publiki , żeby nie powiedziano ze nie ratowali . A tu 20
min . Ociepla woda lato . Jak by wpadł pod lód , ale łowic ryby to miałby minimalne szanse. Pilot
w tej sytuacji miał 0,0000 szans i służby zrobiły dokładnie to o czym opowiadał kolega. Mir





Użytkownik "Kris_Poland" napisał w wiadomości
news:itl1jj$n74$1@mx1.internetia.pl...
>
> Użytkownik "Q" napisał w wiadomości
> news:itkc20$in$1@news.net.icm.edu.pl...
>>> bylem widzialem, zdjecia sa masakryczne
>>> pilot zorientowal sie ze go juz nie wyciagnie
>>> dlatego mocniej pociagnol drazek, no nie bylo szans
>>
>> Mam zal do sluzb ratowniczych -
>> - tak, wiem poranionych rekach, poswieceniu, itd,
>> ale jak czlowiek jest pod woda to liczy sia kazda sekunda.
>> A tu? - po ponad 2 minutach w ogole ktos wskoczyl do wody!
>> Po 3 zaczali nurkowac, i to bez akwalungu...
>>
>> PS
>> Kumpel jezdzi na eRce i tez byl w szoku,
>> jak szybkie i przygotowane byly sluzby ratunkowe...
>
>
> ponoc nie mogli podlypnac takie sa procedury
> rozlane paliwo musi sie rozplynnic w wodzie
> w tv polsat news twierdzili ze akcja byla przeprowadzona prawidlowo
> ratownik twierdzil ze mieli klopot by go rozpiac, rozciac
> wg mnie to karygodne niedopatrzenie w sytaucji gdzie licza sie sekundy
> czlowiek byl zanurzony w wodzie i tonol
> jak dla mnie to za dlugo za wolno widzialem wiele aukcji gdzie sie nie patyczkuja
> podplywaja i maja czlowieka juz w niecala minute po zdarzeniu
> tutaj to twalo dlugie minuty, co odwazni skakali do wody
> sciagali ubrania by nie na siaknely paliwem i podplywali
>
> musimy zrozumiec jedno ze wszedzie do okolo byla czuc paliwo
> jako osoba prywatna bym odpusil, mam rodzine, dzieci itp itd
> cenie sobie swoje zycie, ale jesli moglbym cos zrobib to zapewne bym zrobil
>
>
 
Czytaj także na forum

Re: Płock, piknik, tragedia...

"Marcin" <s...@gazeta.pl> / 2011-06-20 16:47:24
Masz blade pojęcie o tym, o czym piszesz.

Po pierwsze - masaż serca zaczyna się robić momentalnie po wyciągnięciu z
wody, bo wyciąga się na deskę lub na twarde dno/pokład łodzi. Tu też masaż
serca był wykonywany od razu.

Po drugie - co to znaczy "osoby przygotują się do reanimacji"?? Papierosa
wypalą do końca? Doczytają jak się to robi? Jest poszkodowany, to się go od
razu zaczyna reanimować. Ludzi zakleszczonych w samochodach się reanimuje,
więc to że się ma poszkodowanego na łódce nie jest wielkim problemem.

Po trzecie - 3 minuty to teoria. (BTW - teoria mówi o 4) Czasem jest więcej,
czasem mniej. W każdym razie hipotermia, obniżenie temp. ciała o każdy
stopień znacznie zwiększa szanse, wydłuża ten czas. Pocztaj sobie po jakim
czasie przebywania pod wodą (nie pod lodem) osoby udawało się wyreanimować.

Po czwarte - w każdym przypadku postępuje się tak, jakby poszkodowany miał
uraz kręgosłupa (deska, kołnierz). Ale ratowanie życia - czyli
resuscytacja - ma priorytet nad wszelkimi innymi działaniami ratowniczymi.
Średnio rozgarnięta osoba domyśli się dlaczego.

Po piąte - ratowanie "na pokaz" to trochę czcze rozważania. Kalkulując na
chłodno jeśli ktoś z prędkością 200 - 300 km na godzinę uderzył w wodę, to
utopienie może nie być największym problemem, jeśli chodzi o jego stan
zdrowia. Natomiast ciekaw jestem, czy gdyby Twoja żona, matka, siostra,
dziecko czy na kim tam Ci zależy ulegli wypadkowi i byli w poważnym, nie
rokującym stanie to odstąpiłbyś od reanimacji, bo byłoby to działanie na
pokaz i tak naprawdę byłoby zero szans. Jak jest zero szans (np.
dekapitacja) to się nie reanimuje, jak jest 0,00000001 to grzechem by było
nie spróbować.

W każdym razie życzę, żeby w razie czego nie ratował Cię kolega, o którym
piszesz, tylko jakiś sensowny ratownik

M.




 

Re: Płock, piknik, tragedia...

KiloSierra <K...@sera.pl> / 2011-06-20 17:58:24
W dniu 11/06/20 16:47, Marcin pisze:

> W każdym razie życzę, żeby w razie czego nie ratował Cię kolega, o którym
> piszesz, tylko jakiś sensowny ratownik

swiete slowa
 

Re: Płock, piknik, tragedia...

"Dariusz_K._Ładziak" / 2011-06-20 20:42:33
Użytkownik mokrymir@poczta.onet.pl napisał:
> Niestety , najważniejsze jest życie ratownika . Brutalna prawda jest
> taka , ze w takich i wielu innych sytuacjach szuka sie zwłok . Pomyślcie
> 3 min nieodwracalne zmiany w mózgu. Nawet jeśli na brzegu byłaby ekipa
> przygotowana
> do takiej akcji .

Cztery minuty w temperaturze 20 stopni z głową w środowisku powietrza. Z
głową w dosyć jeszcze chłodnej wodzie obstawiam że co najmniej dwie -
trzy minuty można doliczyć. Hipotermia czasem pomaga...

>Pomijając elementy związane z paliwem. Na początku
> trzeba ustalić gdzie sie osoba ratowana
> znajduje , trwa to chwile . Potem trzeba nakreślić plan akcji , bo nikt
> nie poleci na wariata . Czas leci . Dajmy na to
> ze ratownik sobie poradził z pasami i wyciągnął człowieka. Czas leci .
> Zanim Osoby sie przygotowuja do reanimacji , czas leci .

Co znaczy "przygotują do reanimacji"? Są techniki pozwalające prowadzić
trochę ograniczony masaż serca jeszcze w trakcie holowania przez
ratownika - a na brzegu czy łodzi reszta ekipy już czeka. Tu nie ma
"przygotować się", są gotowi zanim ci w wodzie poszkodowanego wyjmą.

>Przecież na
> wodzie nie można robić masażu serca , musi być cos twardego .

Kto cię tak oszukał???

>Zasada
> jest taka , ze jak do brzegu jest mniej niż 5 min , to sie
> poszkodowanego holuje do brzegu. Człowiek ratowany może
> mieć widoczne urazy sugerujące uszkodzenie kręgosłupa. Specjalna
> procedura . A czasu jest tylko 3 min .

Znów ciut odstajesz od bieżącego stanu wiedzy.

A zwłok się szuka w takich (trafienie samolotem w wodę) przypadkach z
innej przyczyny - woda przy tych prędkościach ma twardość betonu, co ze
skutecznie podjętej resuscytacji jak poszkodowany ma w środku wszystko
popękane (uraz wielonarządowy - znaczy pęknięta wątroba, śledziona,
płuca, parę wielkich naczyń krwionośnych) - zwykle stan nie do uratowania.

--
Darek
 

W podobnym temacie

"Tomek" <s...@op.pl> / 2011-06-26 11:01:27

Użytkownik "Kris_Poland" napisał w wiadomości
news:itjchh$m0o$1@mx1.internetia.pl...
> pilot zorientowal sie ze go juz nie wyciagnie
> dlatego mocniej pociagnol drazek, no nie bylo szans

Na zdjęciu http://www.tp.com.pl/foto/2011/06/szufa1.jpg
za bardzo tego podciągnięcia nie widać. Spływ steru wysokości nieznacznie
podgięty do góry.
Czy pamiętacie katastrofę też kpt. PLL LOT, Macieja Żwańskiego
w Lisich Kątach?? Inne lata (1994 r), inny sprzęt. Ale wspólnym mianownikiem
było
IMHO to, że przed ostatnią figurą maszyna została poderwana
na wznoszenie pod zbyt małym kątem. Inaczej mówiąc miała za małą wysokość
w momencie rozpoczynania figur autorotacyjnych. To już przesądzało sprawę.
I Żwański i Szufa wyprowadzili maszynę z tych "kwargli" prawidłowo,
jednak zabrakło rezerwy wysokości.
Żwański jeszcze na 2-3 sekundy przed uderzeniem spodem kadłuba
o ziemię poderwal nos maszny do góry, co jak wiadomo nic nie pomogło.
Szufa pilotował nad wodą, a przecież z historii II RP znany jest wypadek
RWD-9 nad morzem i śmierć gen. Orlicz-Dreszera wraz z pilotem kpt.
A. Łagiewskim. Czy pilotował na "czuja" nie będąc świadomym bliskosci
ziemi (wody), czy w wieczornym słońcu źle ocenił rezerwę wysokosci?
Christen Eagle II to maszyna z "nerwem" do akrobacji, a smuga dymu
za samolotem w czasie ostatnich chwil pokazu ukazywała lot po łuku
bez energiczniejszego ruchu sterem wysokości.
Jak ktoś z Was pamięta katastrofę Żwańskiego i widział katastrofę
Szufy to czy mógłby się odnieść do ich porównania??
Tomek.

 
współpraca