Money.plTechnologie dla biznesu Grupy dyskusyjne pl.sci.psychologia Czego się nie robi ze strachu.

Czego się nie robi ze strachu.

Czego się nie robi ze strachu.

LeoTar <L...@wp.pl> / 2015-03-29 06:49:19
Na początku 1994 roku zdecydowałem, że wracam do domu. Kontynuowanie
rehabilitacji Wojtka pod okiem Instytutów Osiągania Ludzkich Możliwości
w Filadelfii nie miało już dalszego sensu ponieważ wyczerpała się ich
pomysłowość w stosunku do naszej rodziny. I wtedy dowiedziałem się od
Teresy, że dobrze byłoby gdyby Kasia z Jasiem poszli do amerykańskich
szkół by podszkolić ich angielski. Ponieważ chciałem dla rodziny
?wycisnąć? jak najwięcej z mojego pobytu w USA więc specjalnie nie
oponowałem i zgodziłem się przedłużyć mój pobyt na amerykańskiej ziemi o
pół roku. Kasia, która miała wtedy 16,5 roku, przyleciała pod koniec
lutego i poszła do Garfield High School w Garfield, NJ. Jasiu, o 6 lat
młodszy od Kaśki, przyleciał razem z Wieśką, siostrą Teresy w marcu,
mniej więcej dwa tygodnie po Kasi, i poszedł do Woodrow Wilson
Elementary School również w Garfield, NJ.

Z adaptacją Kasi w szkole nie było żadnych problemów natomiast początki
edukacji Janka w amerykańskiej szkole były dość trudne. Po kilku dniach
w szkole przestało mu się w niej podobać i robił wszystko by do szkoły
nie pójść. W końcu dowiedziałem się od niego, że jakiś
hiszpańskojęzyczny chłopiec, który przyszedł do szkoły wcześniej od
Janka, zadawał Jasiowi bezpardonowo pytanie: ?Gdzie masz jaja?? Gdy
tylko Janek powiedział mi w czym rzecz poszedłem do dyrektora i
objaśniłem sprawę. Nie wiem jakich sposobów użył dyrektor w stosunku do
agresora ale problem zniknął jak ręką odjąć i Jasiu z wielka ochotą
kontynuował naukę w szkole aż do końca roku szkolnego w czerwcu 1994. Po
latach zdałem sobie sprawę z tego, że reakcja Jasia na pytanie
rówieśnika wynikała z jego relacji z matką, która pod moją nieobecność w
domu - zgodnie z relacją dzieci - biegała nago po mieszkaniu. Jestem
zwolennikiem nagości w domu, ale pod warunkiem, że celem obnażania się
nie jest chęć dorosłego do poprawienia sobie swojej niskiej samooceny
przez osiąganie erotycznej akceptacji w oczach dzieci. Jeżeli tylko
jeden rodzic uczestniczy w takiej praktyce to uzależnia dzieci od siebie
seksualnie (emocjonalnie). W przypadku Janka Teresa rozbudziła w nim
pociąg seksualny do niej ale Janek bał się mojej reakcji na swoje
zainteresowanie matką. Bał się ?kastracji? z mojej strony gdyż nie
wiedział jaka będzie moja reakcja na jego zainteresowanie matką.
Przyczyna jego lęku przed kastracją nie byłem jednak ja lecz matka,
która obserwując podziw dla swojego ciała w oczach syna czuła się
dowartościowana. Nie dbała przy tym o konsekwencje swojego zachowania,
które Jasiu ujawnił w reakcji na pytanie meksykańskiego chłopca.

Innym zdarzeniem wskazującym na nieprawidłowe relacje emocjonalne
(uzależnienia) w rodzinie było zdarzenie, które już po wielokroć
opisywałem i próbowałem zinterpretować. W którąś niedzielę maja 1994 -
teraz już trudno określić dokładną datę - dzieci przyszły do mnie na
moje łóżko-materac i zaczęliśmy się droczyć. W pewnym momencie Kasia
przytuliła swoje biodra do mojego podbrzusza i zaczęła nimi delikatnie
poruszać tak, jakby chciała mnie podniecić. I udało się jej to a ja
przerażony tym co się dzieje uciekłem od niej odwracając się w druga
stronę. Nie próbowałem wtedy oceniać tego co mi się przytrafiło z córką
a wróciłem dopiero po wyjeździe mojej rodziny do Polski i po tragicznej,
samobójczej śmierci mojego bossa w dniu 12 (a może 13) września tamtego
pamiętnego roku, kiedy po raz pierwszy zakiełkowała w mojej głowie myśl
o inicjacji seksualnej dzieci wśród rodziców. Wtedy to pierwszy raz
zinterpretowałem zachowanie Kasi jako jej dążenie do inicjacji
seksualnej właśnie ze mną, jej ojcem.

Nie brałem wówczas pod uwagę tego, że ten ?incydent? z Kasią poprzedziło
moje otwarcie się na dzieci przez okazanie im absolutnego szacunku i
zaufania. ?Zdradziłem? dzieciom rodzinną tajemnicę, że byłem już
wcześniej żonaty, i że mają jeszcze starszą siostrę Agatę. Powiedziałem
również Kasi, że gdyby kiedyś zaszła przypadkowo w ciążę to chciałbym by
miała do mnie zaufanie i przyszła do mnie z tym. I by nie postąpiła tak
jak jej matka w 1976 roku, która - gdy zaszła ze mną w ciążę (nie miałem
jeszcze wtedy rozwodu z pierwsza żoną), widząc moje niezdecydowanie nie
odważyła się przyznać rodzicom do tego, że jest w ciąży, i ciążę
usunęła. Z perspektywy czasu widzę, że to właśnie od 1976 zaczęła się
nakręcać spirala braku zaufania (przemocy) między mną a Teresą. Czułem
się winny nie tylko w stosunku Teresy ale również w stosunku do Agaty i
mojej pierwszej żony Heleny; Teresa sprytnie manipulowała tym moim
poczuciem winy chociaż sama nie była bez winy gdyż współuczestniczyła w
rozpadzie mojego pierwszego małżeństwa.

Ale wtedy wiosną 1994 ani przez myśl nie przechodziły mi takie
dociekania. Jakaś nieopisana siła pchała mnie jednak ku temu by zaufać
dzieciom i zapoznać je z faktami, które miały miejsce w naszej
przeszłości i które tak bardzo ciążyły na naszych wzajemnych relacjach.
Odpowiedzią dzieci, a szczególnie Kasi, była zmiana stosunku do mnie;
dzieci przestały mnie wykorzystywać a zaczęły mnie aktywnie wspierać w
codziennym, napiętym życiu. Teraz wiem, że moja ?spowiedź? była
lekarstwem na dotychczasowe zakłamanie panujące w rodzinie dzięki czemu
Teresa mogła manipulować mną i dziećmi w sposób dowolny i sprawować
władzęabsolutną. Nie ufała mi a więc - w jej przekonaniu - musiała
kontrolować wszystkie moje poczynania manipulując moim poczuciem winy.
Robiła wszystko bym się czuł winny za wszystko cokolwiek złego
przydarzało się naszej rodzinie by ona mogła czuć się bezpieczna nie
próbując nawet zaufać. Rodzina utrzymywała się w jedności dzięki
równowadze siły ale co rusz pojawiało się niebezpieczeństwo
destabilizacji bo jak długo można niepostrzeżenie manipulować drugim
człowiekiem. Zresztą skutkiem ?przeciążenia? manipulacjami Teresy był
mój ?skok w bok?, gdzieś około 1983/4, o którym poinformowałem Teresę;
niewiele wówczas brakowało a nasza rodzina by się rozpadła. Wróciłem
jednak na rodziny łono z jeszcze większym poczuciem winy.

I wydawało się, ze był to majstersztyk w manipulacji Teresy, że już na
dobre zapanowała nade mną, że zdominowała mnie całkowicie gdy tymczasem
nadszedł rok 1994 i seksualna ?prowokacja? Kasi w stosunku do mnie. I
jeszcze jedna analiza wzbogacona o aktualne zachowania Teresy w stosunku
do mnie. Po 20 latach od chwili gdyśmy się rozstali ja wybaczyłem już
wszystko i jej i sobie i chciałbym doprowadzić do uporządkowania naszych
relacji. Tym bardziej, że problemy wynikające z tego nieuporządkowania
mają nasze dzieci. Każda moja próba nawiązania z nią kontaktu kończy się
jednak agresją z jej strony. Wygląda tak jakby się czegoś obawiała i nie
chce bym ujawnił to coś co chciałaby zachować w tajemnicy. Jakiś czas
temu wróciłem jeszcze raz do wiosny 1994 i przeanalizowałem zachowania
Kasi gdy byliśmy we trójkę i potem gdy przyjechała Teresa z Wojtkiem.
Kasia bardzo często dzwoniła do matki do Polski i rozmawiała z Teresą
zazwyczaj bardzo długo i tajemniczo dzieląc się ze mną tylko zdawkowymi
informacjami na temat tych rozmów. Gdy Teresa przyjechała do nas z
Wojtkiem pierwszą rzeczą, którą zrobiła to doprowadziła do gwałtownego
starcia miedzy mną i Kasią by zepsuć nasze przyjacielskie relacje. Nie
wiem co powiedziała Kasi by ją podburzyć przeciwko mnie, ale od tamtej
chwili Kaśka stała się oschła, odnosiła się do mnie agresywnie i wręcz z
nienawiścią.

Ale wracając do Kasi ?prowokacji? seksualnej w stosunku do mnie.
Zastanowiłem się i doszedłem do wniosku, że być może była to istotnie
prowokacja ale sterowana (stymulowana) przez Teresę. Rezultatem tej
manipulacji miał być akt kazirodczy między mną i Kasią w obecności Jasia
jako świadka, który doniósłby matce o tym jako że był od niej
uzależniony i donosił na mnie do niej. Teresa wiedziałaby więc o mojej i
Kasi tajemnicy; no bo któryż ojciec przyznałby się do popełnienia czynu
sprzecznego z obowiązującym prawem. Celem długich telefonicznych rozmów
Kasi z matką było więc przygotowanie dziecka do sprowokowania aktu
kazirodczego między mną i córką. Teresa o tym by się dowiedziała z ust
Jasia i wtedy już mogłaby mnie szantażować do woli. Musiałbym być jej
uległym gdyż inaczej wylądowałbym w pierdlu. Za jej manipulacje
odpowiadałbym ja a ona mogłaby rządzić rodziną absolutnie dowolnie, jak
to w matriarchacie. O możliwości, którą tutaj przedstawiłem wspomniałem
w jednej z moich rozmów już jakiś czas temu. Teraz piszę o tym raz
jeszcze gdyż zamierzam podjąć kolejną próbę nawiązania kontaktu z
Teresą. O ile moje wnioskowanie jest prawidłowe to znaczy, że boi się
ona bardzo ujawnienia tej manipulacji i nigdy sama, dobrowolnie się do
tego nie przyzna. Z jej reakcji na moje telefony wnioskuję, że czegoś
się bardzo boi. Z moich zaś analiz wynika, że jej manipulacja Kasią - o
ile się nie mylę - to jej ostatnia tajemnica, której ujawnienia się
obawia, gdyż zdaje sobie pewnie sprawę z tego jaka może być reakcja
organów ścigania na te jej działania.

A co do mojej hipotezy dotyczącej wychowania seksualnego i inicjacji
seksualnej dzieci w rodzinie. No cóż, nie ulega zmianie a postępowanie
Teresy wręcz dostarcza mi dowodów potwierdzających słuszność mojej tezy.

--
LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em. @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/
 

Re: Czego się nie robi ze strach

"Pszemol" <P...@PolBox.com> / 2015-03-29 14:38:13
"LeoTar" wrote in message news:5517844F.1010600@wp.pl...
> A co do mojej hipotezy dotyczącej wychowania seksualnego i inicjacji
> seksualnej dzieci w rodzinie. No cóż, nie ulega zmianie a postępowanie
> Teresy wręcz dostarcza mi dowodów potwierdzających słuszność mojej tezy.

Tezy naukowe weryfikuje się próbując im zaprzeczyć, próbując je obalić
a nie próbując potwierdzić ich słuszność bo autor, pomysłodawca tezy
zawsze łatwo znajdzie fałszywe "potwierdzenia" dla SWOJEJ (hipo)tezy.
 

Re: Czego się nie robi ze strach

"Ghost" <g...@everywhere.com> / 2015-03-29 15:18:23


Użytkownik "Pszemol" napisał w wiadomości grup
dyskusyjnych:mf8rm2$rvl$1@dont-email.me...

"LeoTar" wrote in message news:5517844F.1010600@wp.pl...
>> A co do mojej hipotezy dotyczącej wychowania seksualnego i inicjacji
>> seksualnej dzieci w rodzinie. No cóż, nie ulega zmianie a postępowanie
>> Teresy wręcz dostarcza mi dowodów potwierdzających słuszność mojej tezy.

>Tezy naukowe weryfikuje się próbując im zaprzeczyć, próbując je obalić
>a nie próbując potwierdzić ich słuszność bo autor, pomysłodawca tezy
>zawsze łatwo znajdzie fałszywe "potwierdzenia" dla SWOJEJ (hipo)tezy.

Jesteś w mylnym błędzie. Zarówno konfirmuje się jak i falsyfikuje, przy czym
tylko falsyfikacja jest ostateczna - nic nigdy nie będzie zweryfikowane.
 

Re: Czego się nie robi ze strachu.

LeoTar <L...@wp.pl> / 2015-03-31 07:57:35
Ghost pisze:
> Użytkownik "Pszemol" napisał w wiadomości grup
> dyskusyjnych:mf8rm2$rvl$1@dont-email.me...
> "LeoTar" wrote in message news:5517844F.1010600@wp.pl...

>>> A co do mojej hipotezy dotyczącej wychowania seksualnego i inicjacji
>>> seksualnej dzieci w rodzinie. No cóż, nie ulega zmianie a
>>> postępowanie Teresy wręcz dostarcza mi dowodów potwierdzających
>>> słuszność mojej tezy.

>> Tezy naukowe weryfikuje się próbując im zaprzeczyć, próbując je obalić
>> a nie próbując potwierdzić ich słuszność bo autor, pomysłodawca tezy
>> zawsze łatwo znajdzie fałszywe "potwierdzenia" dla SWOJEJ (hipo)tezy.

> Jesteś w mylnym błędzie. Zarówno konfirmuje się jak i falsyfikuje, przy
> czym tylko falsyfikacja jest ostateczna - nic nigdy nie będzie
> zweryfikowane.

W niedzielę 29 marca b.r. zadzwoniłem do Teresy, moje byłej małżonki i
zapytałem ja czy wysyłając Kasię do mnie, do USA chciała świadomie
doprowadzić do kazirodczych stosunków między mną i córką? Nic,
oczywiście, nie odpowiedziała ale ciekaw jestem czy moje antidotum na
kłamstwo zadziała. Zostało podane niestety dość długo po tym jak moja
była zaaplikowała dzieciom truciznę.


--
LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em. @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/
 
współpraca