Cukrzyca niebezpieczna we śnie. Wynalazek Polaka zminimalizuje ryzyko?

Cukrzyca niebezpieczna we śnie. Wynalazek Polaka zminimalizuje ryzyko?

Tomasz Maciąg Fot. Adam Kossakowski
Tomasz Maciąg

Światowa Organizacja Zdrowia uznała ją za chorobę społeczną. Na świecie na cukrzycę choruje blisko 200 milionów osób, w Polsce około 2 miliony. Szczególnie niebezpieczna jest w nocy, gdy chory nie jest w stanie monitorować poziomu cukru we krwi. Money.pl rozmawia z Tomaszem Maciągiem, który stworzył automatyczny czujnik, wykrywający ryzyko niedocukrzeniem.

Money.pl: Stworzył Pan projekt pierwszego w Polsce monitora cukrzycy, który wykrywa zagrożenie niedocukrzeniem i ostrzega chorego o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Korzystał Pan z jakiś istniejących już rozwiązań?

Tomasz Maciąg: Nie. Wraz z naukowcami z bydgoskiego Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego i gdańskiego Uniwersytetu Medycznego dobrze przyjrzeliśmy się rynkowi i okazało się, że ani w Polsce, ani na świecie, nie ma podobnego urządzenia. Tworząc D+Sensor będziemy się opierać wyłącznie na własnych pomysłach.

Już dziś jednak cukrzycy mogą korzystać z wielu urządzeń, na przykład glukometrów, które pełnią podobne funkcje do D+Sensora.

To prawda, jednak wszystkie one wiążą się z niedogodnościami dla pacjenta. To w większości przyrządy, które wymagają wkłucia się w ciało. Są więc uciążliwe dla małych dzieci lub osób starszych, często zasypiających w środku dnia. Inne z kolei wszczepiane są operacyjnie pod skórę, ich koszt jednak przekracza możliwości zwykłego zjadacza chleba. Chorzy, z którymi rozmawiałem, opowiadali mi również o noszonych w nadgarstku bransoletkach, które zbierają informacje na temat wilgotności ciała.

Pana pomysł jest właśnie bardzo podobny do tych bransoletek. D+Sensor to opaska, która mierzy podstawowe parametry ciała i w razie jakichkolwiek niepokojących odchyleń włącza alarm, który uczula chorego i jego opiekuna, że dzieje się coś złego.

Urządzenie składa się z dwóch części. Pierwszą jest zakładana na rękę opaska, która podobnie jak wspomniane bransoletki, pobiera z ciała informacje dotyczące jego wilgotności. Bada także zmiany tętna i temperatury. To bardzo ważne, bo w przypadku wielu pacjentów niski poziom cukru nie jest zwiastowany przez wzmożoną potliwość. Drugą, integralną częścią monitora jest aplikacja na smartfona, na którą przesyłane są wszystkie pobrane przez opaskę informacje. I to ona właśnie, analizując otrzymane dane, stwierdza czy występuje zagrożenie niedocukrzeniem. Jeśli tylko chory jest zagrożony, aplikacja automatycznie wysyła informację na ten temat na telefon osoby opiekującej się chorym – jego rodzica, partnera bądź lekarza – czy to poprzez SMS, czy powiadomienie głosowe. Co więcej, przekazuje również wiadomość zwrotną do samej opaski, która zaczyna świecić lub wydawać sygnał dźwiękowy i w ten sposób alarmuje samego cukrzyka.

Czy da się jednak w tak prosty sposób jednoznacznie stwierdzić, że choremu grozi niebezpieczeństwo? Przecież każdy organizm jest inny, stąd i zbierane przez opaskę parametry mogą się różnić od siebie. A to pociąga za sobą ryzyko błędu...

To prawda, jednak aplikacja będzie w taki sposób zaprojektowana, by uczyć się tych parametrów i dostosowywać indywidualnie do każdego organizmu.


D+Sensor - wizualizacja projektu, zasoby prywatne

W jaki sposób? Chory będzie ją programować pod siebie?

Nic podobnego. Założyłem, że jakakolwiek ingerencja cukrzyka w strukturę programu będzie niemożliwa. Wiadomo – czynnik ludzki najczęściej zawodzi – dlatego też chcę, by wszystko odbywało się automatycznie. Nie powiem Pani, na jakiej zasadzie program będzie się uczył analizowania i różnicowania tych danych, bo też nie ja się tym zajmuję. To oczywiście jest skomplikowany technologicznie problem, ale zapewniam – zajmują się nim specjaliści.
Również po konsultacji ze specjalistami zadecydował Pan, że urządzenie będzie całkowicie bezinwazyjne, to znaczy, że nie będzie ingerowało w ciało chorego. Jest Pan pewien, że zawarte w opasce czujniki wystarczą, by zebrać niezbędne informacje? Rezygnuje Pan zupełnie z badania krwi, które jest przecież źródłem danych o zdrowiu pacjenta.
Rezygnuję całkowicie świadomie. Monitor wymyśliłem z myślą o bezpieczeństwie chorych w nocy, kiedy nie są przytomni i nie mogą badać poziomu cukru, wprowadzając próbkę krwi do glukometru. Tym samym, przez te kilka godzin na dobę są pozbawieni jakiejkolwiek ochrony. D+Sensor mógłby im ją zapewnić. Dodatkowo nie bez znaczenia jest fakt, że skoro nie będzie żadnych igieł, również utrzymanie urządzenia będzie wyjątkowo proste. Lubię go porównywać do zegarka – podobnie jak w jego przypadku wystarczy, że chory będzie przecierał monitor szmatką i raz na jakiś czas wymieniał baterię.

Ale chyba nie taką jak do zegarka?

Nie, D+Sensor będzie działać na mikroakumulator, ładowany przez USB. Raz na mniej więcej dwa lata trzeba będzie go wymienić.

To już pociąga za sobą konieczność stworzenia jakiegoś punktu serwisowego.

Myślałem nad tym. Nie wykluczam, że jako producenci będziemy również zajmować się wymianą i ewentualną naprawą urządzeń.

Na razie jednak cały projekt jest jeszcze w powijakach.

To prawda, monitor fizycznie jeszcze nie istnieje. Więcej – nie został nawet jeszcze opatentowany.

Dlaczego?

Po konsultacjach z doradcami patentowymi dowiedziałem się, że na to jest po prostu jeszcze za wcześnie. To prawda, mam pomysł, jest on jednak na razie zbyt ogólny. Dopiero wtedy, gdy będę w stanie szczegółowo określić, jak monitor będzie działać, projekt otrzyma ochronę prawną. Na razie więc musimy z całą ekipą dopracować techniczne szczegóły i przygotować się do złożenia papierów o dofinansowanie.

Skąd chce Pan zdobyć to dofinansowanie?

Tym będą się zajmować Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy i Uniwersytet Medyczny, bo też mają większe doświadczenie w takich sprawach. Szczerze mówiąc, sam nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Kto teraz finansuje prace nad projektem?

Prawda jest taka, że na chwilę obecną wszystkie prace są zawieszone. Prowadzimy jednak wstępne rozmowy z większą firmą, która zainteresowała się projektem. Nie chcę jednak więcej mówić na ten temat, bo jesteśmy jeszcze bardzo dalecy od jakichkolwiek ustaleń.

Nikt wcześniej nie zgłosił się do Pana, proponując pomoc lub współpracę?

Czytaj więcej Mimo nowości, leczymy tymi samymi lekami od 20 lat Wszelkie nowe terapie, które się pojawiają są programowo nierefundowane. Ministerstwo zdrowia z ogromnym oporem zabiera się do tego problemu, boi się kosztów refundacji dla tak dużej liczby chorych. Owszem, kilka tygodni temu skontaktowała się ze mną firma z Wielkopolski, która zaproponowała mi całkowite sfinansowanie tego projektu. Szkopuł jednak polegał na tym, że mieli zamiar sprzedawać monitor po znacznie wywindowanej cenie. A ja chcę, żeby chorzy mogli go otrzymać już za 300, maksymalnie 400 złotych.

To i tak cena wyższa od tej, jaką proponuje Pan chorym już dziś, za jeszcze nie stworzone urządzenie.

To prawda. Nawiązałem współpracę z portalem PolakPotrafi.pl i za jego pośrednictwem zbieram 100 tysięcy - po 250 złotych od każdego, kto chciałby mieć takie urządzenie, gdy tylko skończymy nad nim wszystkie prace. To taka limitowana edycja dla wszystkich, który zdecydują się zapłacić za coś, co na dziś istnieje jedynie wirtualnie, na symulacjach. Znamienne, że również ta moja współpraca z portalem nie podobała się wspomnianej firmie z Wielkopolski. Chcieli, żebym zrezygnował ze zbierania pieniędzy, bo takie 250 złotych było z ich punktu widzenia zupełnie nieopłacalne.

Wynagradza więc Pan zaufanie, jakim już dziś obdarzają Pana chorzy. Co jednak, jeśli urządzenie nie powstanie?

Wówczas będziemy musieli oddać te pieniądze.

Daje Pan na to gwarancję?

Oczywiście. Fundusze zbierane są na koncie serwisu, do mnie na razie nie trafiła ani złotówka. Otrzymam je dopiero wtedy, gdy uda się zebrać całą sumę. Jeśli nie, w ciągu 14 dni wszystko, co udało się zgromadzić, zostanie przekazane z powrotem darczyńcom.

Do końca zbierania pieniędzy na PolakPotrafi.pl zostało mniej niż 60 dni. W jaki sposób zostały obliczone te ramy czasowe?

Zwykle wszystkie kwesty, jakie organizuje serwis, zamykają się w około 40 dniach. I tyle też pierwotnie miało trwać zbieranie pieniędzy na D+Sensor. Panowie z serwisu przekonywali mnie, że jest to optymalny czas na przeprowadzanie tego typu akcji, bo ludzie z jednej strony będą mieli szansę, by się o niej dowiedzieć, z drugiej jednak nie będą odkładać w czasie wpłacenia pieniędzy. Wszystko dlatego, że będą się bali, że zaskoczy ich zamknięcie akcji. Działa prosta psychologia – gdy mamy na coś zbyt dużo czasu, odkładamy to na później i później, a ostatecznie całkowicie wylatuje nam to z głowy.

Brzmi logicznie. Pan jednak uznał, że zbieranie pieniędzy na D+Sensor prawie dwukrotnie przekroczy czas sugerowany przez szefów serwisu.

To prawda. Na zebranie 100 tysięcy złotych przeznaczyłem 77 dni. Zależało mi, żeby w czasie trwania kwesty uderzyć do mediów i zainteresować je tym pomysłem, tak aby czytelnicy gazet czy słuchacze radia mogli się o nim dowiedzieć i mieć szansę na wpłatę pieniędzy. Bałem się, że 40 dni to jednak trochę za mało. Jak dotąd wystąpiłem w radiu WNET, a w pierwszej połowie czerwca artykuł o monitorze ukaże się w ogólnopolskim magazynie dla diabetyków, dystrybuowanym w aptekach. Nie ukrywam jednak, że wciąż namawiam wszystkich, z którymi rozmawiam, żeby opowiadali o monitorze swoim krewnym, znajomym. Ktoś z nich może będzie chciał wesprzeć naszą zbiórkę.

Wspomniał Pan wcześniej, że prowadzi rozmowy z większą firmą, która w całości mogłaby sfinansować projekt. Na co wówczas pójdą zbierane na PolakPotrafi.pl pieniądze?

Przeznaczę je na stworzenie strony internetowej lub przekażę projektantom rozwiązań technologicznych, które będą wykorzystane w monitorze.

Szacowany czas rozpoczęcia produkcji to 1,5 roku, do 2 lat. Jak Pan to obliczył?

Wraz z doktorem inżynierem Tomaszem Marciniakiem z Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego obliczyliśmy, że techniczne opracowanie monitora, stworzenie prototypu i przetestowanie go na pacjentach zajmie około 1,5 roku. Kolejnych 6 miesięcy przeznaczymy na produkcję i ewentualne poprawki. To oczywiście dość optymistyczne założenie, ale bynajmniej nie wyssane z palca. Wszystko przedyskutowaliśmy ze specjalistami z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy i Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku.

Wspomniał Pan o testach sprawdzających możliwości monitora na chorych. Kto będzie je przeprowadzał?

Katedra Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii na gdańskim Uniwersytecie Medycznym.

Na jakiej zasadzie będą wybierane osoby do tych testów?

To już nie mnie decydować. Zadecydują o tym dopiero za te kilkanaście miesięcy lekarze specjaliści.

Czytaj więcej w Money.pl
To świetna terapia, tylko mało kto korzysta
Tylko 5 procent osób, które doznały w zeszłym roku udaru mózgu, skorzystało z najnowocześniejszej terapii lekiem trombolitycznym.
To zmniejszy kolejki do lekarzy specjalistów
Jak wyjaśnił Neumann, chodzi o to, by pacjenci w ramach podstawowej opieki zdrowotnej mogli skorzystać z większej ilości świadczeń.
Znany aktor nabawił się raka przez seks?
Nowotwór został wykryty u aktora w 2010 r. Poddał się chemioterapii i twierdzi, że został wyleczony, wrócił do zawodu.
zdrowie, medycyna, leczenie, technologie, cukrzyca
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
bukajj2
37.47.54.* 2013-06-22 14:10
200 milionów chorych na cukrzycę !!!
Trzeba raczej szukać leku czy tez sposobu wyleczenia trzustki , bo tylko koncerny farmaceutyczne sie na tym bogacą , również na produkcji glukometrów , a teraz wyprodukują 200 milionów czujników , no może to ulży chorym na cukrzycę ale?????????????
Jakiś czas temu w tv podano informację że dokonano wyleczenia jakimś srodkiem , lekiem w niewielkiej ilości cukrzyce u myszy, mówino o tym może ze trzy razy i do tej pory cisza , myśle że nie jest łatwo zrezygnować z 200 milionów pacjętów dla których sie produkuje nie tanią insulinę , domyślam się ze jest to niewyobrażalna kwota z której te koncerny musiały by zrezygnować.
2013-06-11 14:46
Świetnie że to urządzenie jest takich małych rozmiarów!! Jak tylko ten produkt pojawi się na rynku , na pewno zakupię go mojemu ojcu który jest chory na cukrzycę...
2013-06-10 14:32
Bardzo fajny paptent, tylko mam nadzieje że to wejdzie w życie już za nieðługo i że nie będzie dużo kosztowało, ale patrząc na poczyanania naszego rządu, żeby jednak nei wypłacac emerytur , mniemam że nie będzie On dostępnyc dla zwykłych ludzi...,