Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Nanofon: kontynuacja. Udajemy kandydata na testera

Nanofon: kontynuacja. Udajemy kandydata na testera

Marketingowy żart agencji Engine nabiera rozmachu. Ruszyła weryfikacja chętnych do przetestowania telefonu wszczepianego w ucho

O tym, że Nanophone 45LX, czyli NP45LX to marketingowa kpina, na którą dały się nabrać nawet poważne media branżowe od dwóch dni piszą już nawet sami nabici w butelkę. (Choć jeszcze dziś w całkiem poważnym tonie informację podał serwis tvp.info, powołując się na PAP, a za nimi kilka kolejnych serwisów internetowych...)


Akcja, której prawdopodobnym organizatorem jest Polska Telefonia Cyfrowa, właściciel sieci Era i Heyah przeżywa więc drugi oddech. Odpowiadamy za to właśnie my, dziennikarze, publikując tym razem demaskatorskie teksty na temat instytutu SIMTEIJIN. Czyli efekt darmowej promocji trwa. Wobec tego raz jeszcze gratuluję pomysłodawcom. Tym bardziej, że nikt wciąż nie jest pewny, czego całe zamieszanie dotyczy.

Dodam i ja swój kamyczek do tej układanki. Tym bardziej, że moje zgłoszenie (jak, zapewne, wszystkie pozostałe) zostało przez SIMTEIJIN przyjęte - tym razem korespondencja mailowa przychodzi już z serwerów Engine a nie PTC - i mogłem stanąć do wyścigu o dzwoniący kolczyk, czyli rozpocząć procedurę weryfikacji przydatności na testera. Oczywiście incognito i w pełnej konspiracji. Szkoda, że nie miałem już szpiegowskiego Asusa P552w. Przydałby się przy tym tajnym zadaniu.

Jak wygląda test kompetencji? Najpierw wypełniamy kwestionariusz. Jest cały czas anonimowy - pewnie autorzy nie chcą mieć po zakończeniu zabawy kłopotów z GIODO. Pytają o wiek, płeć, ilość posiadanych telefonów, średnią długość rozmowy telefonicznej, preferencje dotyczące SMS-ów i wybierania głosowego. Oczywiście trzeba wyjaśnić dlaczego Nanophone jest interesujący i jakie argumenty przemawiają za kandydaturą wypełniającego formularz.

Trochę niepokojąco - i to akurat piszę całkiem poważnie - wyglądają pytania na temat zdrowia kandydata: masa ciała, tryb życia, wzrost, wady wzroku... Chyba autorzy przesadzili we wścibskości. Zrobiłem się więc na bóstwo - wyższe, przystojniejsze i ogólnie bardziej. Pochwaliłem się, że mam grube uszy i wielką grdykę co w testach tego akurat urządzenia bez wątpienia będzie pomocne, a zestaw mogę zdemontować własną pensetą.

Argumenty trafiły na podatny grunt (zapewne automatyczny). Zostałem zakwalifikowany do testów sprawdzających. Autorzy wirala naprawdę się postarali. Testy są trzypoziomowe:

* test koordynacji przestrzennej
* test koordynacji półkul
* test korelacji dwufazy


Pierwszy test polega na rozplątywaniu węzłów. Kropki można dowolnie przesuwać, kreski nie mogą się przecinać:



Drugie zadanie polega na przeprowadzeniu myszką kropki przez labirynt. Na czas i bez dotykania ścianek. W czasie się nie zmieściłem, trochę zmarnowałem na zrobienie screenów:



Korelacja dwufazy badana jest natomiast za pomocą gierki solitario, tyle że oprócz usunięcia z planszy kulek, ostatnia musi wylądować na wskazanym miejscu:



Musiało nieźle pójść, bo zostałem zaproszony do kolejnego etapu: Kwestionariusza Predyspozycji Psychofizycznych. Tutaj obok banalnych pytań quizowych typu szklanka jest w połowie pełna czy pusta pojawiło się też dalsze sondowanie kondycji i stanu zdrowia: pytania o uprawianie sportu i palenie papierosów:



Jest też opcja wciągnięcia kolejnych nieszczęśników, czyli wysłanie ankiety na temat kandydata na maile znajomych. Niestety ankiety nie da się wypełnić - mail do znajomego ma nieprawidłowy link - ale adresy w bazie autorów zostają. Co prawda bez zgody na wykorzystanie w celach marketingowych, ale.. no właśnie - co z tego? Zabawa czy nie, ale to już jest nie w porządku.

W ciągu czterech dni mam się dowiedzieć, co dalej z moją kandydaturą, ale idę o zakład, że cała mistyfikacja wyjaśni się w przyszłą środę, czyli w Prima Aprilis.

Jednak poziom komplikacji wirala zabrnął tak daleko, że jego puentą nie może być byle co. Podobnie jak zapewne spora grupa uczestników tej specyficznej zabawy - bez względu na to czy bardziej czy mniej świadomych marketingowego oszustwa - zaangażowałem czas i liczę na mocny grand finale. Jeśli efektem okaże się miniaturowy iPhone, pakiet bezpiecznego oprogramowania na telefon Era G1 z systemem Google Android, albo taryfa z mikroskopijnymi cenami - poczuję się mocno zawiedziony.

Ale przede wszystkim czekam na odpowiedź, na co twórcom akcji informacje o moim zdrowiu? Tym bardziej, że jeśli są przetwarzane i zapisywane w jakiejś bazie, powinienem mieć prawo wglądu, a przede wszystkim wiedzieć, kto taką bazą zarządza.
telefonia komórkowa, fortel.info
All Calls
Czytaj także
Polecane galerie