Polska rajem dla piratów. Artyści naciskają na MAC

Polska rajem dla piratów. Artyści naciskają na MAC

Fot. bowie15/iStockphoto

Gorszące spory, tworzenie raju dla piratów z całego świata, uleganie zagranicznym lobbystom, kłamstwa, brak konsultacji społecznych, fałszowanie sytuacji rynku elektronicznego w krajach zagranicznych oraz lekceważenie i niezgodność działań z przepisami UE - między innymi takie zarzuty pojawiły się w apelu środowisk twórczych, skierowanym do premiera Donalda Tuska względem działalności Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.

Naciski przyniosły efekt - właściciele polskich wyszukiwarek internetowych oraz katalogów stron będą mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności za nielegalne treści, które zostaną ukryte pod gromadzonymi przez nich linkami.

Syzyfowe prace

Apel został wystosowany 16 lutego 2013, czyli nieco ponad tydzień przed dzisiejszymi obradami rządu w sprawie nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Naciski ze strony artystów przyniosły efekt - w ostatniej chwili z projektu nowelizacji opracowanego przez MAC zniknął punkt 12a, który miał znosić odpowiedzialność właścicieli wyszukiwarek internetowych za treści umieszczane pod gromadzonymi przez nich linkami.

Prostymi słowy - do tej pory prawo polskie stanowiło, że za umieszczenie w wynikach wyszukiwania linku do treści zakazanych (m.in. utwory pirackie, pornografia) odpowiedzialność ma ponosić nie osoba, która materiały udostępnia (bo ta przecież często pozostaje anonimowa i trudna do zidentyfikowania), a podmiot, który łatwo wskazać i ukarać - czyli właściciela wyszukiwarki lub katalogu stron, które zawierają link kierujący do zakazanych treści. Dla polskich przedsiębiorców (wyszukiwarek internetowych i katalogów stron) stwarza to problem, ponieważ teoretycznie powinni sprawdzać, dokąd prowadzi każdy link umieszczony w ich serwisie. Każdy, kto interesuje się mechanizmami działania Internetu zdaje sobie sprawę, że sprawdzanie i usuwanie wszystkich linków, prowadzących do nielegalnych treści, jest syzyfową pracą - nietrudno przecież podmienić zawartość raz sprawdzonego linka.

Niełatwy los wyszukiwarek

Firmy hostingowe, cloud computingowe i inne, które umożliwiają użytkownikom przechowywanie i wymianę plików obowiązuje zasada notice and takedown, zgodnie z którą każdy, kto uzna udostępnianie publicznie treści za naruszające jego prawa, może wysłać do administratora wiarygodną wiadomość za pomocą formularza umieszczonego na danej stronie internetowej. MAC w projekcie nowelizacji chce usystematyzować proces zgłaszania zażaleń oraz formy i terminu reakcji na nie. Zgodnie z propozycją, osoba zgłaszająca naruszenie będzie musiała udowodnić swoje racje i podać przepis prawny, na podstawie którego dochodzi swoich praw. Usługodawca ma 3 dni na zareagowanie na zgłoszenie o naruszeniu. MAC chce też zagwarantować przedsiębiorcom internetowym, by w razie zgłoszenia dotyczącego nielegalnych treści, usuwano jedynie pliki, które naruszyły czyjeś dobro, a nie blokowano całe strony czy serwisy internetowe.

Zasada notice and takedown funkcjonuje w krajach europejskich i wydaje się chronić obie strony ewentualnych konfliktów. Na skutek sprzeciwu środowisk artystycznych zasada ta nie będzie jednak dotyczyła właścicieli wyszukiwarek internetowych oraz katalogów stron. Artyści wyrazili przekonanie, że właściciele tych podmiotów nie są bierni - mogą przecież usuwać linki, usuwać strony z wyników wyszukiwania, to oni za pomocą algorytmu decydują o tym, które strony pojawią się niżej, a które wyżej.

Internet - naturalny wróg

Protesty artystów przyniosły skutek i artykuł 12a został wykreślony z propozycji nowelizacji ustawy. Okoliczności jego zniesienia dają jednak do myślenia. Prace nad nowelizacją trwały od 2010 roku i od tego czasu poprawki były konsultowane publicznie wielokrotnie, z rządowymi i nierządowymi instytucjami, w tym z reprezentantami polskiej kultury. Mimo dwuletnich prac i jawności proponowanych zapisów, głośne larum zostało podniesione dopiero nieco ponad tydzień przed trafieniem projektu na biurko premiera. Płomienne zarzuty względem pracy MAC ze strony środowisk artystycznych są nieco przesadzone - MAC regularnie publikuje raporty ze swoich działań, często organizuje publiczne konsultacje i wydaje ich podsumowania. MAC stara się bronić interesów przedsiębiorców internetowych i równać poziom rozwoju cyfryzacji do zachodnich standardów, co oczywiście nie podoba się artystom - łatwiej jest walczyć o status quo, niż uczyć się dostosowania do rozwoju Internetu. Z tą uwagą, że rozwoju Internetu zatrzymać się nie da - trzeba nauczyć się w nim funkcjonować.


Artykuł dostarcza:
internet, e-prawo, e-polityka
The Daily Interactive
Czytaj także
Polecane galerie