Branża tytoniowa pod ostrzałem. Pracodawcy krytykują unijną dyrektywę

Branża tytoniowa pod ostrzałem. Pracodawcy krytykują unijną dyrektywę

Fot. Nastco/iStockphoto
Projekt noweli tak zwanej ustawy tytoniowej nie pozwala producentom wyrobów tytoniowych na podjęcie jakichkolwiek prac przygotowujących do produkcji zgodnie z jej wymogami, co generuje niepewność prawną i duże koszty dla branży - ocenia Business Centre Club.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych autorstwa Ministerstwa Zdrowia jest obecnie na etapie - kończących się już - konsultacji społecznych. W głównej mierze ma on na celu wdrożenie do polskiego prawa unijnej dyrektywy tytoniowej, ale przewiduje także np. zakaz sprzedaży papierosów elektronicznych osobom poniżej 18. roku życia i zakaz ich używania w miejscach publicznych.

Dyrektywa tytoniowa, która została przyjęta przez Parlament Europejski w lutym 2014 r., dąży do ograniczenia liczby palaczy. Przewiduje ona m.in. eliminację papierosów z dodatkami smakowymi czy zwiększenie ostrzeżeń przed skutkami nałogu na paczkach. Choć jej przepisy powinny wejść w życie w 2016 r., ciągle nie została wdrożona do polskiego prawa.

W opinii BCC, przedstawiony przez Ministerstwo Zdrowia projekt nie tylko nie implementuje w znacznej części istotnych dla producentów wyrobów tytoniowych postanowień dyrektywy, ale także zawiera dodatkowo propozycje, które poza nią wykraczają.

Zdaniem tej organizacji pracodawców, w opublikowanym projekcie MZ "zabrakło kluczowych z punktu widzenia producentów informacji, które są jasno określone w DT (m.in. wielkość ostrzeżeń zdrowotnych), znalazły się w nim natomiast przepisy, których dyrektywa nie reguluje (m.in. zakaz informacji o wyrobach tytoniowych umieszczanych w punktach sprzedaży), a - ze względu na wielomiesięczne opóźnienie rozpoczęcia procesu legislacyjnego - terminy zaproponowane w ustawie w zakresie dostosowania produkcji stają się nierealne."

BCC nie podoba się proponowany w projekcie zakaz informacji o wyrobach tytoniowych w punktach sprzedaży. Według organizacji, nie ma podstawy prawnej do jego wprowadzenia, a zakaz BCC ocenia jako "bezpodstawne i nadmiernie uciążliwe ograniczenie swobody działalności gospodarczej".

"Zakaz stwarzałby producentom i dystrybutorom legalnych produktów ograniczenia jakich nie ma w Polsce żadna legalnie działająca branża. Jest to stawianie branży tytoniowej właściwie poza prawem" - pisze BCC w swej opinii.

Ponadto według BCC propozycja MZ nie implementuje także odpowiednio części przepisów dyrektywy. Jak pisze organizacja, dyrektywa określa rozmiar i umieszczenie ostrzeżeń zdrowotnych na opakowaniach wyrobów tytoniowych do palenia, czego - według BCC - zabrakło w projekcie.

"Brak tych przepisów w ustawie uniemożliwia jakiekolwiek przygotowania producentów do procesu produkcji. W projekcie ustawy nie dokonano również określenia maksymalnych poziomów wydzielanych substancji nikotyny i tlenku węgla w dymie papierosowym papierosów wprowadzonych do obrotu lub wyprodukowanych w Polsce oraz nie określono metody pomiaru poziomu wydzielanych substancji smolistych, nikotyny i tlenku węgla w dymie papierosowym, mimo że w dyrektywie tytoniowej te kwestie zostały wyraźnie określone" - zarzuca BCC.

Zaniepokojenie BCC budzi też zakres kontroli, jaki nad branżą tytoniową zostaje w projektowanej ustawie przekazany Inspektorowi ds. Substancji Chemicznych.

Organizacja wniosła także o usunięcie terminu 20 maja 2016 roku jako momentu, kiedy producenci mogą wytwarzać swoje wyroby tylko zgodnie z przepisami Dyrektywy i jednocześnie utrzymanie terminu do końca lutego 2017 jako datę wyprzedaży wyrobów nie spełniających wymogów Dyrektywy.

Polska jest sygnatariuszem opracowanej przez Światową Organizację Zdrowia Ramowej Konwencji o Ograniczaniu Używania Tytoniu, a jednym z kluczowych elementów tej konwencji jest zobowiązanie państwa do trzymania przemysłu tytoniowego z dala od legislacji dotyczącej tytoniu.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie
Jabra
146.185.28.* 2015-08-03 10:37
Czy ministerstwo zdrowia działa na rzecz czarnej strefy? Bo nie wiem jak inaczej zrozumieć ich działania, które chyba dążą do zniszczenia jednego z najbardziej dochodowych interesów Polski.