Balcerowicz: demaskujmy fałsz

Balcerowicz: demaskujmy fałsz

- Dyskusja o roli państwa w gospodarce jest na poziomie: "kto miał rację: Ptolemeusz czy Kopernik". Niekiedy ze wskazaniem na Ptolemeusza... - mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Nowym Przemysłem.

- Dlaczego rozmaite nurty wolnorynkowe często przedstawia się dziś jako warte lamusa? Rzekomo ostatni, nietypowy kryzys gospodarczy wykazał mielizny tego systemu.

-Odróżnijmy retorykę antyliberalną i rzeczywistość. Największe problemy gospodarcze mają kraje, gdzie państwo jest rozdęte - w sensie wydatków i regulacji. Przykłady? Grecja z olbrzymimi kłopotami finansowo-społecznymi, tkwiące w stagnacji Włochy czy Francja, a także Hiszpania, która po boomie doświadczyła załamania. W każdym z tych przypadków zawiniły głównie błędne interwencje państwa.

Antystagnacyjna strategia polega na tym, by marginalizować sytuacje, w których państwo występuje w złej roli. Tam, gdzie taka terapia jest zablokowana, sytuacja się nie poprawia. Tyle fakty.

- Politycy niszczą gospodarkę, bo...

-Pomijając tu brak kompetencji, retoryka antyliberalna jest wśród nich popularna także dlatego, że antykapitalizm w kapitalizmie bardzo się niektórym opłaca. Można sobie przecież przysporzyć sporo wyborczych głosów albo dobrze sprzedać antykapitalistyczne utwory. Jeśli antyliberalny krąg wśród opinii publicznej staje się mocny, niebezpiecznie wpływa na politykę i - w efekcie - na gospodarkę.

Od lat demaskuję brednie tego lewicowego czy "prawicowego" etatyzmu. Sporo jest ludzi, którzy w gruncie rzeczy mają wolnorynkowe poglądy i nie chcą rozdętego państwa, ale są rozproszeni. Dobrze zorganizowana mniejszość wygrywa często z rozproszoną większością. Tę mniejszość trzeba zmobilizować - i tu kłania się idea społeczeństwa obywatelskiego. Wolność gospodarcza w ramach praworządności wymaga nieustającej obrony przed atakami antykapitalistów.

- Antykapitaliści twierdzą: skoro kapitalizm jest tak dobry i zdolny do samoregulacji, to dlaczego ostatni kryzys zaczął się w kraju uchodzącym za ojczyznę wolnego rynku - w USA?

-Oni żerują na prostym skojarzeniu, że wszystko, co się dzieje w kapitalizmie, jest zawinione przez kapitalizm. I ludzie często to "kupują". To tak, jakby powiedzieć, że wszystko, co się dzieje w nosie, jest wywołane przez nos... Mnóstwo empirycznych badań potwierdza, że i w Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia z formami państwowego interwencjonizmu. Do kryzysu przyczyniły się przecież na przykład przepisy, które wręcz zmuszały upolitycznione amerykańskie instytucje (popierane i przez republikanów, i przez demokratów), czyli Fannie Mae i Freddie Mac, do udzielania kredytów ludziom bez zdolności kredytowej. De facto - do interwencji socjalnych.

- Mówi pan o reakcjach społecznych i reakcjach polityków na nie.

- Społeczeństwo to nie front jedności narodu. Odpowiedzialny polityk idzie niekiedy pod prąd, stara się wzmacniać to, co na początku słabe, ale istotne dla kraju. Kiepski dryfuje zaś z prądem (nawet jeżeli ten jest antyrozwojowy). Niestety, lwia część polskich polityków wybrała taką drogę. To oni nazywają grupy roszczeniowe społeczeństwem; dla nich, kto głośniej huknie, ten ma więcej racji, a kto gwałtownie demonstruje, ten ma bardziej usprawiedliwione roszczenia. To trzeba demaskować.

- Robi pan to z przytupem.

-Ale bez wyzwisk... Notabene: chyba najwięcej bredni na tematy społeczno-gospodarcze wypowiadają osoby z tytułem profesorów. No, może politycy jeszcze więcej.

- Łatwiej się robi reformy rynkowe, gdy ktoś jest syty, czy jak jest głodny? Pan wziął się za gigantyczną reformę z paroma ludźmi...

-Było ich kilkudziesięciu...

- ...w momencie ogromnego przełomu.

-W historii pojawiają się okresy polityki nadzwyczajnej - jak w Polsce w latach 1989-91: w warunkach odzyskania niepodległości czy wielkiego kryzysu gospodarczego łatwiej szybko reformować. Ale fundamentalne zmiany kontynuowaliśmy w czasie rządów UW-AWS w latach 1997-2000, gdy warunki były już, powiedzmy, bardziej standardowe - z mnogością grup nacisku i rozmaitych sprzeciwów.

Gdyby nie ówczesne przyspieszenie prywatyzacji, bylibyśmy dziś w sytuacji Słowenii, w której 70 proc. banków pozostaje w rękach państwa, co spowodowało krach... A restrukturyzacja górnictwa? Choć kosztowna, była niezwykle ważna; mielibyśmy dziś zapewne 200 tys. górników.

- Przypomina pan czasy wicepremiera Janusza Steinhoffa.

-Tak. Spierałem się z nim, bo uważałem, że trzeba tę reformę przeprowadzić szybciej i taniej, ale kierunek był ten sam. A reforma emerytalna, której część, niestety, zlikwidowały wszystkie partie polityczne - na czele z PO i PSL?

Ale w normalnych czasach też się to i owo udaje. W Polsce za dużo jest ludzi, którzy usprawiedliwiają swą bierność, z góry zakładając, że się nie da i nie warto próbować. Takie postawy trzeba eksponować i potępiać. I Forum Obywatelskiego Rozwoju stara się tak czynić.

- Według neoliberalnych reguł, rola państwa czy międzynarodowych organizacji powinna być ograniczona. A tu pojawia się coraz więcej mechanizmów pomocowych, jak poluzowanie polityki pieniężnej przez EBC, w UE - tzw. fundusz Junckera, a w Polsce - choćby PIR. Czy takie stymulowanie gospodarki ma sens?

Są dwa typy złego państwa, które czasem idą w parze. Jeden, gdzie podstawowe i potrzebne funkcje ochrony życia i mienia są słabo wykonywane (np. fatalny wymiar sprawiedliwości). Drugi typ słabości jest zaś taki, że państwo szkodzi przez ingerencję polityczną - tu do nagannych mechanizmów zaliczyć wypada dobre dla nepotyzmu, lecz złe dla kraju i społeczeństwa, utrzymywanie państwowej własności. Albo wypieranie przez instytucje polityczno-publiczne prywatnego rynku - i to często tak, że może to liczyć na poklask.

Akcja "darmowy, państwowy podręcznik" żeruje na skojarzeniach z PRL i zarazem likwiduje skrawek wolnego rynku, w dodatku tę operację finansują nasze podatki. Obłędne przepisy o ochronie lokatorów powodują, że prywatni deweloperzy nie budują masowo mieszkań na wynajem, bardziej przecież potrzebnych niezamożnym niż te własnościowe.

W Polsce mamy do czynienia z merytorycznym regresem propozycji wszystkich partii politycznych. Opozycja jest pod tym względem gorsza, ale... Ogromna odpowiedzialność za przyszłość Polski spada na tych, którzy zdegradowali program PO. Konwergencja programowa poszła w złym kierunku. To Platforma zbliżyła się pod względem programu gospodarczego do PiS, a nie odwrotnie.

- Może to już uniwersalna tendencja: globalny marsz - drobnymi kroczkami albo susami - w kierunku populizmu?

-Ale pozytywne konwergencje też się zdarzają... Margaret Thatcher dokonała przełomu, ale Tony Blair z Partii Pracy od thatcheryzmu się nie odżegnał, choć co nieco zmodyfikował. W Szwecji po kryzysie z przełomu lat 80. i 90. nastały długie rządy partii liberalnych - i socjaldemokracja nie dezawuuje tych osiągnięć.

W Grecji odnotowujemy negatywną wersję konwergencji. Od czasów premierostwa Papandreu-seniora zmieniające się u władzy niby-prawicowe i lewicowe formacje ścigały się, kto wrzuci ludziom więcej pieniędzy do kieszeni. A Węgry? Obie główne partie rywalizowały o miano bardziej populistycznej.

W dużej mierze wybór tych kierunków zależy nie od deklarowanych ideowych przynależności ugrupowań politycznych w obszarze lewica-prawica, lecz od tego, kto stoi na czele partii. Czyli od przywództwa. Najgorzej dla kraju, gdy liderem zostaje zdolny demagog bez skrupułów.

- Pije pan do Viktora Orbána?

-Ależ oczywiście! Jeśli nie skończy zbyt wcześnie politycznej kariery, to w końcu ograniczy lub zniszczy trzon praworządnego państwa.

W Polsce mieliśmy za rządów Donalda Tuska, niestety, negatywną konwergencję. Nie twierdzę, że był liderem w typie Orbána, ale to za jego czasów partia, która miała Polskę reformować, de facto zlikwidowała oszczędności emerytalne w postaci OFE. Orbán zrobił to samo.

- Rozmawialiśmy o tym w "Nowym Przemyśle" z Januszem Lewandowskim. Powiedział, że to, owszem, nie najlepsze wyjście, ale pozostawienia status quo budżet państwa by nie wytrzymał.

-Czytałem... Zwykle się z nim zgadzam, bo to najporządniejszy człowiek z dawnego KLD - w sensie obrony tego, co się sprawdza, a nie piewca oportunizmu. Ale tym razem jest, najłagodniej mówiąc, niedoinformowany. Wystarczyło przeczytać publikacje wielu polskich ekonomistów, by wiedzieć, że tak nie

 

czytaj więcej

wnp.pl
Czytaj także
Polecane galerie