Wojsko urządza sobie polowy warsztat. Po co?

Wojsko urządza sobie polowy warsztat. Po co?

Fot. MivPiv/iStockphoto

Naukowcy wojskowi w USA opracowali polowy warsztat laboratoryjny, w którym można wytwarzać lekkie pancerze, ogniwa słoneczne i inne szybko zużywające się wyposażenie. Mogą one być również stosowane przez służby ratownicze na terenach dotkniętych klęską żywiołową.

Urządzenia elektroniczne, jakie zabiera ze sobą dzisiejszy żołnierz nowoczesnej armii zmieniły charakter działań zbrojnych. Rozpoznanie na odległość można prowadzić automatycznie poprzez drony i satelity. Żołnierze natomiast korzystają z GPS, radia wielozakresowego, komputerów, czujników rozpoznawczych. Dzięki temu zamiast maszerować w dużych oddziałach przez wrogie terytorium, żołnierze w elastycznych grupach bojowych w sile kompanii zajmują posterunki w strategicznych bazach.

Taka taktyka jest forsowana przez USA i NATO, bowiem takie grupy, jak twierdzą analitycy Paktu, odgrywają rolę ostrza włóczni. Jednak według dr. Pete'a Newella, kierującego naukowym działem Rapid Equipping Force (REF)wymaga ona znacznych zmian technologicznych, nad którymi obecnie prowadzą badania naukowcy z REF.

Czytaj więcej MacGyver będzie służył w marines. Jako... Robot będzie umiał rozpoznać przedmioty, połączyć je i użyć jako narzędzi. Nie bez powodów nazwano go imieniem głównego bohatera popularnego serialu.

Naukowcy opracowali rodzaj polowego laboratorium i warsztatu dla żołnierzy znajdujących się na obcym terenie. Są to trzy ruchome standardowe kontenery. W każdym z nich znajduje się obrabiarka z nożem plazmowym, wyrzynarki oraz duża, szafowa drukarka trójwymiarowa, która może tworzyć elementy zarówno z plastiku, jak i w metalach czy też ich stopach.

Urządzenia sterowane są komputerowo. Laboratoria te mają swój personel - naukowca i inżyniera, którzy zajmują się obsługą maszyn, bieżącymi naprawami oraz modyfikacjami. Każdy z takich polowych warsztatów laboratoryjnych kosztuje 2,8 mln USD i można go przewozić na nowe miejsce działania przy pomocy śmigłowca transportowego.

Pierwszy z tych polowych warsztatów laboratoryjnych trafił w lipcu 2012 r. na testy do Afganistanu; drugi zostanie przewieziony tam w listopadzie br. Pierwsze testy, według dr. Newella, pokazały że warsztat się przydaje, a nawet bywa niezbędny, bo latem, kiedy temperatura dochodzi do 54 st. C, części zużywają się szybko, zwłaszcza elementy maszyn i urządzeń jak np. zdalne roboty przeciwminowe. Ponadto żołnierze sami znaleźli zastosowani dla warsztatów - opracowali lekkie pancerze, których mogą użyć do ochrony przed improwizowanymi ładunkami wybuchowymi. Pancerze takie są drukowane przez trójwymiarową drukarkę.

Czytaj więcej Stąd mieli zaatakować ZSRR. Teraz to zabytki Taki status przyznano nieczynnym obecnie bazom RAF-u Harrington oraz w Luffenham w ramach obchodów 50. rocznicy kryzysu kubańskiego. Zespół naukowców z REF opracował też technologię drukowania i produkcji w warunkach polowych wydajnych lekkich ogniw słonecznych i baterii, które mogą być używane w bazach wojskowych.

Polowymi warsztatami laboratoryjnymi, według Air Foce Times, zainteresowały się także wojska brytyjskie oraz RAF, które chciałyby zainstalować tego typu urządzenia w swoich bazach. Według Dowództwa NATO w Mons w Belgii, podobne polowe warsztatu laboratoryjne powinny w niedługim czasie służyć wszystkim armiom Sojuszu.

Jak powiedziała New Scientist dr Sherry Lassiter z FabLab, należącego do Massachusetts Institute of Technology, takie polowe warsztaty laboratoryjne mimo wojskowego pochodzenia, mogą być wykorzystane dla celów cywilnych. Lassiter wymieniła służby ratunkowe - jej zdaniem na terenach dotkniętych klęską żywiołową tego typu warsztatu powinny zostać zainstalowane i wykorzystane do produkcji niezbędnych elementów wyposażenia. Jako przykład podała anteny komunikacyjne i Wi-Fi, które mogą zostać wydrukowane i zainstalowane, aby stworzyć prowizoryczną sieć łączności i transmisji danych.

usa, wojsko, technologie, laboratorium
PAP
Czytaj także
Polecane galerie
t0m
31.6.131.* 2012-10-22 15:05
hehe